Wydajność i kultura pracy

Zastosowany w Raspberry Pi układ SoC Broadcom BCM2835 nie powala wydajnością. Składa się on z jednordzeniowego CPU o częstotliwości taktowania 700 MHz, a także układu graficznego VideoCore IV. Daje to wydajność rzędu procesora Pentium II 300 MHz (o ile w ogóle możemy ze sobą porównywać architektury x86 i ARM) i grafiki GeForce 3 Ti 500. Nie powala prawda? Ale nie musi powalać, bo wówczas Raspberry Pi nie kosztowałby 35 tylko 350 dolarów, a pobór mocy zamiast w kilku watach liczylibyśmy w kilkudziesięciu.

Do czego nam może posłużyć urządzenie o takich parametrach? Okazuje się, że Raspberry Pi potrafi sprzętowo dekodować wideo H.264 i MPEG-4 w rozdzielczości 1080p. z prędkością 30 kl/s. Okazuje się, że Raspberry Pi potrafi sprzętowo dekodować wideo H.264 i MPEG-4 w rozdzielczości 1080p. z prędkością 30 kl/s. W praktyce z niektórymi nagraniami w tej jakości pojawiały się problemy, choć na 10 testowych klipów aż 7 udało mi się uruchomić. Znacznie lepiej Malinka spisywała się w przypadku filmów 720 p. Zastosowany układ wspiera ponadto OpenGL ES 2.0. Jeśli dodamy do tego 512 MB pamięci RAM, uzyskamy sprzęt do multimediów, emulowania starych gier lub… Quake’a III Arena, który działa tutaj całkiem płynnie (ok 25-28 kl/s).

Brak mocy obliczeniowej będzie tutaj odczuwalny niemal na każdym kroku – począwszy od pracy w systemie, a na uruchamianiu aplikacji skończywszy (na szczęście w kwestii działania multimediów jest inaczej). Brak mocy obliczeniowej będzie tutaj odczuwalny niemal na każdym kroku – począwszy od pracy w systemie, a na uruchamianiu aplikacji skończywszy Do niedawna nawet dystrybucje XBMC działały na Raspberry Pi dość przeciętnie – animacje klatkowały, a uruchamianie czegokolwiek nie odbywało się płynnie. Ciągle jednak dokonuje się w tym aspekcie postęp. Najnowsze wydania XBMC działają o niebo lepiej (w poprzednim rozdziel zamieściłem przykładowe wideo), a Malinka otrzymuje kolejne wyspecjalizowane do konkretnych zastosowań dystrybucje, w których niewielka moc obliczeniowa nie odgrywa aż tak dużej roli.

Należy tutaj też wspomnieć o wydzielanym przez Raspberry Pi cieple, co jest zjawiskiem dość dokuczliwym – szczególnie, gdy nie zadbamy o odpowiednie chłodzenie. Rzecz jasna, przy zwykłym użytkowaniu raczej nie będzie to nas obchodzić, ale jeżeli zamierzamy poddać komputerek bardziej ekstremalnym zastosowaniom lub spróbować overclockingu, warto zainwestować w dodatkowe radiatory.

Na plus zasługuje pobór energii, który jest tutaj bardzo mały. W ekstremalnych przypadkach sięga on 4,5 W. Przy zwyczajnym odtwarzaniu wideo za pomocą kabla HDMI notowałem ok 3,5-4 W, zaś w spoczynku Malinka potrzebowała jedynie 3 W mocy. Wobec zapotrzebowania na energię innych domowych urządzeń są to wartości wręcz śmieszne i w zupełności pozwalają na wykorzystywanie Raspberry Pi w roli urządzenia stale podłączone do zasilania. Na pewno nie odczujemy tego po przyjściu rachunku. Co jednak bardziej istotne, możemy z powodzeniem wykorzystać przeciętny PowerBank do dostarczenia energii Malince przez bardzo długi czas.

  • Fajna sprawa – ale jeśli miałbym kupić coś takiego, to z myślą o samodzielnym dłubaniu, a nie jedynie zainstalowaniu gotowego systemu.

    • Straszny pożeracz czasu, wierz mi. Jak już usiądziesz, to tak dłubiesz, dłubiesz i oderwać się nie idzie. Oczywiście na początku niewiele potrafiłem zrobić bez odpowiedniego wsparcia ze strony internetu, ale potem jest już z górki i zanim się obejrzysz tworzysz pierwszą migającą diodkę ;)

    • Straszny pożeracz czasu

      Tego się właśnie boję ;) To jedna z tych rzeczy, w które wchodzisz na 100% albo wcale.