Daje się zauważyć, że rozwój technologiczny zachodzi dwubiegunowo. Z jednej strony obserwujemy ciągły przyrost wydajności oraz mocy obliczeniowej, która zapewnia nie tylko szybkość, ale też niesamowite wrażenia wizualne. Z drugiej, produkowane urządzenia są coraz mniejsze, poręczniejsze i mobilne. Do tej ostatniej kategorii przypisać możemy właśnie Sapphire Edge VS8. Ten Mini-PC ma rozmiary średniej grubości książki, a wewnątrz podzespoły, których nie powstydziłyby się jednostki o znacznie większych gabarytach.

Sprzęt, któremu w dzisiejszej publikacji chcę poświęcić uwagę, raczej nie trafi w gusta wszystkich użytkowników. Miniaturyzacja miniaturyzacją, ale większość z nas potrzebuje po prostu czystej mocy, a tej w dalszym ciągu powinniśmy szukać w pokaźnych rozmiarów jednostkach centralnych. Nettop Sapphire Edge VS8 to zatem propozycja dla użytkowników przedkładających ponad wydajność, oryginalną stylistykę, niewielką ilość zajmowanego miejsca, energooszczędność i wysoką kulturę pracy. Recenzowany dziś Mini-PC ma nam zapewnić to wszystko za niecałe 1,8 tys. złotych. To kwota, za którą moglibyśmy już mieć notebooka do zastosowań biurowych, a w przypadku Edge VS8 wydatek przecież się na tym nie kończy – monitor, klawiatura, mysz również swoje kosztują.

[youtube id=”CgahVsHJ7S8″ width=”590″ height=”350″ align=”center” caption=”Wideoprezentacja całej serii Edge VS komputerów typu Mini-PC Sapphire’a”]

Czy warto zatem ponieść taki koszt, by cieszyć się komputerem wielkości książki? Jakie niesie to za sobą zalety? Na jaki kompromis będziemy musieli iść? Mam nadzieję, że uda mi się odpowiedzieć na te wszystkie pytania i wystawić Sapphire Edge VS8 solidną i rzetelną laurkę.

Testowany nettop został zapakowany do bardzo solidnego, podwójnego pudła. Zewnątrz prezentuje się ono całkiem przyjemnie, ale nie to nas najbardziej interesuje. Co znajdziemy wewnątrz? Zestaw jest całkiem bogaty. Poza zasilaczem producent załączył kabel HDMI, przejściówkę HDMI – DVI, kabel SPDIF, instrukcję obsługi oraz (o, ironio) płytę CD ze sterownikami. Producent mógł sobie już odpuścić tę kurtuazję, albo chociaż zainwestować w jakąś małą kartę pamięci. Producent mógł sobie już odpuścić tę kurtuazję, albo chociaż zainwestować w jakąś małą kartę pamięci. Nie każdy dysponuje zewnętrznym napędem, a podejrzewam, że większość nie ma nawet zamiaru takiego kupować. Dopełnieniem kompletu akcesoriów są dwa uchwyty. Pierwszy metalowy służy do stawiania urządzenia na biurku. Jest ono wówczas całkiem stabilne, ale do przewrócenia wystarczy delikatne uderzenie dłonią w boczną ścianę. Znacznie pewniejszy może się zatem okazać plastikowy (!) uchwyt wykonany w standardzie VESA do mocowania na plecach monitora. Myślę jednak, że nic nie stoi na przeszkodzie, by zamocować go też chociażby na ścianie lub meblu.

Specyfikacja Sapphire Edge VS8 Mini-PC

  • Procesor: AMD APU A8 1.6GHz Quad Core
  • Pamięć RAM: 2 x 2GB DDR3 So-DIMM
  • Dysk twardy: 500 GB SATA 2.5”
  • Grafika: AMD Radeon HD7600G
  • Łączność: 10/100/1000 Mb/s Ethernet
  • Łączność bezprzewodowa: 802.11 b/g/n WLAN, Bluetooth 3.0
  • Złącza: 1 x Mini Display Port, 1 x HDMI Port, 1 x RJ-45 Gigabit Lan, 4 x USB 2.0, 1 x Audio-in, 1 x Line-out, 2 x USB 3.0, 1 x Optical SPDIF, 1 x czytnik kart SD
  • Zasilacz: 65 W AC 100~240V 50/60Hz, DC 19V~3.42A
  • Waga: 660 g
  • System operacyjny: Free DOS (zgodłość z Windows 8 / 7 / Vista)
  • Zawartość zestawu: kabel HDMI, adapter HDMI na DVI, instrukcja obsługi, przewód zasilający, zasilacz, płyta CD ze sterownikami, Optyczny kabel SPDIF, plastikowy uchwyt do mocowania przy ścianie, metalowa podstawka biurkowa

 

Wygląd i wykonanie komputera

Konstrukcja Sapphire Edge VS8 ma nieco futurystyczny design. Zaokrąglone kształty przeplatają się tutaj z ostrymi i kanciastymi wstawkami. Wbrew pozorom ostateczny efekt jest bardzo przyjemny dla oka. Komputer jest bardzo mały i nie zajmie zbyt wiele miejsca na żadnym biurku. Obudowa ma wymiary 19,75 x 18,25 x 3,16 cm, a waga to zaledwie 660 gram.

Obudowę wykonano z gumowanego plastiku, co nie tylko zwiększa jej walory estetyczne, ale też czyni solidniejszą i bardziej odporną na zarysowania i uszkodzenia. Chociaż z tym ostatnim byłbym raczej ostrożny. Nie zapominajmy, że to w dalszym ciągu plastik, co szczególnie daje się odczuć naciskając dłonią mniej więcej w centralnym punkcie którejś z bocznych ścian.

Na froncie urządzenia znajdziemy czytnik kart pamięci oraz dwa porty USB 3.0. W moim egzemplarzu nie zostały one w żaden sposób zakryte, ale podobno w ich miejscu powinna znajdować się specjalna zaślepka. Całość najbardziej efektownie wygląda w nocy, gdy ramka daje zarys urządzenia, a umieszczone poniżej lampki odbijają swoje światło na blacie biurka. Prawdopodobnie któryś z poprzednich recenzentów musiał ją zgubić, a więc jestem przekonany, że taki sam los spotka użytkowników urządzenia. Zresztą rozwiązanie to jest średnio praktyczne – czy nie bardziej ergonomiczna byłaby zasuwka albo jakaś klapka z gumowym uchwytem? Oba opisywane elementy otoczono podświetlaną białym kolorem ramką, która na dole przybiera kształt strzałki. Podążając jej śladem, natkniemy się na dwie duże diody informujące o aktywności dysku twardego oraz sieci WiFi. Całość najbardziej efektownie wygląda w nocy, gdy ramka daje zarys urządzenia, a umieszczone poniżej lampki odbijają swoje światło na blacie biurka.

Tył nettopa to cała plejada portów i złącz. Począwszy od góry są to: wgłębiony przycisk resetowania, mini-DisplayPort, port HDMI, cztery porty USB 2.0, Ethernet, gniazdo zasilacza, dwa porty audio, złącze optyczne oraz blokada Kensington. Najwięcej wątpliwości budzą porty USB. Umieszczono je tak blisko siebie (mimo, że po bokach jest jeszcze trochę miejsca), że przy większych wtyczkach będziemy mieć problemy. Najwięcej wątpliwości budzą porty USB. Umieszczono je tak blisko siebie (mimo, że po bokach jest jeszcze trochę miejsca), że przy większych wtyczkach będziemy mieć problemy. Do Edge VS8 nie podłączymy też zestawu głośników 5.1 – chyba, że przez optyczny SPDIF lub HDMI. Ostatnią, ale wcale nie najmniej istotną wadą może być zaplombowana obudowa. W moim przypadku po plombie pozostała już tylko biała plamka, ale nie ulega wątpliwości, że producent nie życzy sobie rozkręcania nettopa. Zapomnijcie zatem o wymianie dysku, rozbudowie pamięci czy zwykłym wyczyszczeniu układu chłodzenia przed upływem gwarancji.

Boczne ściany wyglądają w 99 proc. identycznie. Ten 1 proc. to podświetlany na niebiesko przycisk power po lewej stronie  oraz… tabliczka znamionowa. Ten ostatni element bynajmniej nie jest ozdobą, ale trudno tutaj o pretensje, bo w jakim innym miejscu można było go umieścić? Uwagę przykuwa tutaj też srebrne logo producenta. Nieco rozczarowuje natomiast fakt, że komputer nie został przystosowany do pracy w poziomie. Oczywiście możemy go sobie postawić, jak tylko zapragniemy, ale wtedy cała obudowa się chybocze. Subtelne gumowe nóżki byłyby tutaj jak najbardziej mile widziane.

Wlot i wylot powietrza umieszczono na dolnej i górnej krawędzi. Wentylator jest ulokowany bliżej tej ostatniej i to stamtąd będzie się wydobywał ciepły strumień. Przez otwór na dole, czyli mniej więcej w okolicach dysku twardego, powietrze jest zasysane.