Crysis, to seria która już od samego początku była projektowana z naciskiem na jak najlepszą, urzekającą i olśniewającą oprawę graficzną. Nie dziwi zatem, że i ostatnia część tej gry jest swoistym benchmarkiem dla pecetów, z których wyciska ostatnie soki. Oczywiście w zamian oferuje przepiękne widoki. Czy jednak poza uciechą dla oczu znajdziemy w tej grze cokolwiek więcej? Czy trzecia część opowiadająca o losach Proroka jest też pozycją grywalną i interesującą?

Pierwsza część Crysis do tej pory jest przez wielu graczy uznawana za najlepszą i przebijającą pod wieloma względami sequel, który był nastawiony na widowiskowość i nie oferował w zasadzie nic nowego. W zasadzie był to kolejny FPS z paczką dodatków w postaci nanokombinezonu oraz gameplayu nastawionego nieco bardziej na cichą eliminację przeciwników niż otwartą wymianę ognia.

[youtube id=”zI9Dq_Cvi1s” width=”590″ height=”350″ align=”center” caption=”Premierowy zwiastun Crysis 3″]

Znakiem rozpoznawczym Crysisa zawsze była oprawa graficzna, która zwalała z nóg wszystkich miłośników wirtualnej rozrywki. Sam gameplay, oraz fabuła jednak szczególnie nie porywały. Czy Crytek w trzeciej, kończącej historię Proroka, odsłonie tej trylogii aspirował do stworzenia czegoś więcej?

 

     

    Ten sam stary dobry bohater, ta sama stara dobra akcja

    Akcja Crysis 3 rozgrywa się 20 lat po wydarzeniach z części drugiej. Dla Proroka, czyli głównego bohatera z poprzednich odsłon, był to okres bardzo spokojny – spędził go zahibernowany w specjalnej kriokomorze. W tym czasie świat się zmienił nie do poznania. Korporacja CELL, która go uwięziła urządziła sobie z Nowego Jorku centrum wydobywcze, odseparowując go od reszty świata specjalną kopułą. Nie trzeba chyba dodawać, że wewnątrz czekają na nas nie tylko jej żołnierze, ale też dobrze znani znajomi z kosmosu, Cepidzi. Prorok będzie musiał zatem stawić czoła i jednym, i drugim. Przy okazji rozwikła kilka zagadek i uratuje świat. Brzmi standardowo, prawda?

    W gruncie rzeczy jest też podobnie. Gra stara się nas co prawda angażować i wciągać dodatkowymi wątkami (często o zabarwieniu etycznym i egzystencjalnym), ale w gruncie rzeczy nie da się ukryć, że główna oś nie oferuje niczego oryginalnego i jest dublem setek innych historii o herosie ratującym świat.  Trzeba tutaj też z góry zaznaczyć, że osoby, które z poprzednimi odsłonami cyklu nie miały styczności w Crysis 3 zupełnie się pogubią. Trzeba tutaj też z góry zaznaczyć, że osoby, które z poprzednimi odsłonami cyklu nie miały styczności w Crysis 3 zupełnie się pogubią. Motywacje głównego bohatera będą dla nich nieznane, a całe tło wyda się na tyle obce, co niezrozumiałe. Takie są jednak koszty prowadzenia spójnej i jednolitej historii, więc należy to EA wybaczyć, a wszelkich heretyków, którzy zaczynają przygodę z serią od d… strony odesłać do pierwszego Crysisa.

    Zanim trafimy do zarośniętego niczym dżungla Nowego Jorku, przyjdzie nam uciec z łapsk korporacji, w czym pomoże nam stary, dobry znajomy Psycho. W stosunku do poprzedniej części trochę przytył, ale z całą pewnością nie stracił charakteru, za który tak wielu graczy go pokochało. Szybko przyłączymy się do ruchu oporu, w którym działa wraz ze swoją miłością (to w zasadzie jeden z fajniejszych wątków w fabule). Akcja rozkręca się już od samego początku bardzo szybko i w zasadzie większość kart zostaje szybko odsłonięta na tyle, by do działania w kolejnych misjach popychała nas nie tyle opowiadana historia co chęć strzelania. Co więcej, na całość nie poświęcimy 7 godzin, więc w zasadzie nie zdążymy się nawet znudzić denną fabułą.

    A okazji ku temu nie będzie nam brakować z całą pewnością. Odniosłem wrażenie, ze gra stawia nacisk na cichą eliminację przeciwników, w czym sprawdzał się będzie niezawodny łuk. Odniosłem wrażenie, ze gra stawia nacisk na cichą eliminację przeciwników, w czym sprawdzał się będzie niezawodny łuk. Oprócz niego do dyspozycji mamy całą gamę pukawek (w tym również tych, stworzonych przez obcych), które dodatkowo możemy modyfikować dodatkowymi tłumikami, kolimatorami czy celownikami laserowymi. Zapewniam Was jednak, że żołnierzy CELL w 99 proc. przypadków będziecie eliminować w sposób jednakowy, a pozostały arsenał co najwyżej posłuży do złojenia tyłków Cepidom. Warto przy okazji tutaj dodać, że jednocześnie przy sobie możemy mieć w sumie dwie bronie palnej, co jest ilością w zupełności wystarczającą (ja ograniczałem się do strzelby i snajperki – pozostałych eliminowałem łukiem). Do tego dochodzi też garść materiałów wybuchowych (granaty lub nawet rakietnica).

    Oczywiście wspierać się będziemy zdolnościami nanokombinezonu, wśród których dominują pancerz i niewidzialność, umieszczone pod klawiszami Q i E, czyli tuż pod ręką. W nowej odsłonie zmodernizowano też zdolność sprintu, która teraz nie pobiera energii (chyba, że jesteśmy aktualnie w trybie kamuflażu).

    To, co wyróżnia Crysis 3 na tle poprzedniczek to bardzo nieliniowa rozgrywka (podkreślam – rozgrywka, a nie fabuła). Przejawia się to w ten sposób, że niemal każdą misję możemy pokonać na kilka różnych sposobów. Obszar, na którym toczy się akcja jest bowiem na tyle rozległy i zróżnicowany, że z powodzeniem nakreślimy na nim kilka dróg prowadzących do celu. To w jaki sposób do niego dotrzemy zależy już od nas samych – możemy aktywować pancerz, rzucić się do ataku z okrzykiem na ustach i pruć z karabinu do wszystkiego co się rusza, albo po cichu, systematycznie eliminować przeciwnika za przeciwnikiem i od czasu do czasu ukrywać się w zacienionych miejscach w celu regeneracji energii. Pod tym względem w Crysis 3 każdy znajdzie coś dla siebie. Przy czym, jak już wspomniałem, odniosłem wrażenie, że znacznie łatwiej i skuteczniej gra się „w ukryciu”, ale to może po prostu subiektywne odczucie.

    Niestety AI przeciwników nie stoi na najwyższym poziomie, przez co eliminacja kosmitów oraz żołnierzy CELL jest wręcz banalna. Wyjadacze serii i  rasowi fani FPS-ów powinni od razu rozpocząć kampanię na najwyższym poziomie trudności, bo w przeciwnym wypadku szybko zaczną narzekać na brak wyzwań. Wyjadacze serii i  rasowi fani FPS-ów powinni od razu rozpocząć kampanię na najwyższym poziomie trudności, bo w przeciwnym wypadku szybko zaczną narzekać na brak wyzwań. Aby sprawniej i szybciej uporać się z kampanią, a tym samym prędzej opublikować recenzję, zdecydowałem się na najłatwiejszy poziom i nie mogłem wyjść z podziwu, jak głupi mogą być komputerowi oponenci. Ich eliminacja ograniczała się do wystrzeliwania z łuku i okresowego wyłączania kamuflażu w celu zwabienia kolejnych. Po około 5-10 minutach cały obszar był czysty… A strzały? Zbierałem je z ciał pokonanych wrogów i tym samym nieustannie miałem pod ręką komplet amunicji (której jest kilka rodzajów: elektryczne, wybuchowe i analogiczne z opóźnionym zapalnikiem). Trochę to zbyt proste.

    Elementem, który w znacznej mierze urozmaica rozgrywkę (i czyni ją jeszcze łatwiejszą) jest system rozwoju bohatera (a właściwie nanokombinezonu). Służą do tego pakiety, które porozrzucano po kątach w każdej misji. Za pomocą nich możemy ulepszać swoją szybkość, zwiększać poziom energii lub odporność. Jest to właściwie dodatkowy motywator do przechodzenia kolejnych misji, który w gruncie rzeczy jest tylko dodatkiem, bez którego kampania również mogłaby sprawnie funkcjonować.

    Tryb sieciowy w Crysis 3 jest swoistą wisienką na torcie i daję sobie rękę uciąć, że gracze spędzą przy nim znacznie więcej czasu niż przy singlu. Z całą pewnością będzie to bardzo satysfakcjonująca zabawa, bo pod tym względem Crysis 3 ma do zaoferowania całkiem sporo. Przede wszystkim twórcy, wzorem innych wysokobudżetowych strzelanek wdrożyli system rang, poziomów oraz osiągnięć, które mogą zdobywać gracze. Nadaje to zabawie kolorytu, a rywalizacji większych rumieńców. Same tryby gry nie zaskakują niczym nadzwyczajnym poza opisywaną i chwaloną wszędzie opcją Łowcy, w której jeden gracz wcieli się w swoisty odpowiednik filmowego Predatora i stawi czoła zgrai komandosów. Co istotne, tylko tytułowy łowca będzie korzystał z kamuflażu (i to bez ograniczeń), a każdy zabity przez niego przeciwnik po chwili odrodzi się jako sojusznik. W taki oto sposób pod koniec zabawy będziemy mieli zgraję żądnych krwi, zakamuflowanych super-żołnierzy i jedną, płotkę, która niczym filmowy Schwarzenegger będzie walczyć o przetrwanie.