Mały gadżet, wielki obraz. Recenzja kieszonkowego projektora Philips PicoPix 2330

Czy porządny projektor musi być duży, ciężki i masywny? Niekoniecznie. W biurze, na uczelni czy chociażby salonie pewnie sprawdzi się pudełko o sporych gabarytach, które ustawimy na wysokiej półce i będziemy ściągać tylko raz na trzy miesiące w celu przetarcia kurzu. A gdyby tak projektor można zabrać ze sobą wszędzie? Takie urządzenie mieściłoby się w kieszeni i działało w oparciu o wbudowaną baterię. Bajka? Wcale nie, taki sprzęt istnieje i nazywa się Philips PicoPix 2330.

Testowany dziś Philips PicoPix 2330 nie jest oczywiście jedynym przedstawicielem rodziny kieszonkowych projektorów. Producent oferuje również modele 2230 i 2340. Różnice między modelami 2330 i 2230 są bardzo subtelne i sprowadzają się do obsługi kompozytowego wideo w standardach PAL, NTSC i SECAM. Dzięki czemu PicoPix 2330 może wyświetlać obraz z konsol, odtwarzaczy multimedialnych i innych przesyłających analogowy sygnał urządzeń. Natomiast model 2340 oferuje o 25 proc. wyższy współczynnik jasności. Wszystkie je łączy jednak niemalże identyczna konstrukcja, która sprawia, że są to urządzenia wyjątkowe i bardzo interesujące.

Niestety nie są też tanie. Za projektor Philips PicoPix 2330 w najlepszym przypadku zapłacimy ok. 865 zł. Czy to niepozorne urządzenie jest warte tych pieniędzy? Jakie są jego mocne strony, a gdzie leżą granice oferowanych możliwości? Kto będzie najbardziej zadowolony z modelu PicoPix 2330? Zapraszam do lektury.

Projektor został zapakowany w niewielkie, aczkolwiek solidne i sztywne, pudełko, w którym producent umieścił całkiem sporo elementów. Poza samym urządzeniem znajdziemy tutaj estetyczny pokrowiec wykonany z tworzywa przypominającego skórę, kabelek AV oraz instrukcję obsługi. Zabrakło tutaj jednego, podstawowego elementu – ładowarki sieciowej. Co prawda w dobie smartfonów, które często posiadają dwuczęściowe ładowarki, nie będzie to stanowiło dużego problemu. Niemniej mamy do czynienia z urządzeniem mobilnym i prawdopodobnie bardzo często będzie ono eksploatowane z dala od komputera. Wówczas możliwość szybkiego podładowania wbudowanej baterii byłaby bardzo pożądana. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę czas pełnego ładowania: ok. 7-8 godzin pod USB i blisko 3 godziny za pomocą ładowarki sieciowej.

  • Technologia wyświetlania: DLP
  • Źródło światła: RGB LED
  • Żywotność: 30 000 godzin
  • Jasność: do 30 lumenów
  • Rozdzielczość natywna: 640 x 360 pikseli
  • Współczynnik kontrastu: 1500:1
  • Proporcje rzutu: 1,6:1
  • Pamięć wewnętrzna: 2 GB
  • Wbudowany głośnik: 1 W
  • Wyjście audio: Gniazdo słuchawkowe 3,5 mm
  • Wejście AV: dzielenie gniazda z wyjściem audio
  • Pamięć zewnętrzna: Slot na karty microSD/SDHC
  • Obsługiwane formaty wideo: .avi: MPEG-4; H.264; M-JPEG / .mov: MPEG-4; H.264 / .mp4: MPEG-4; H.264 / .mkv: MPEG-4; H.264; M-JPEG / .ts: H.264 / .rm: RV3; RV4 / . rmvb: RV3; RV4
  • Obsługiwane formaty audio: MP3, WAV
  • Obsługiwane formaty zdjęć: JPEG, BMP
  • Akumulator: 2600mAh (Tryb standardowy: 2 godziny; tryb jasności: 1,5 godziny)
  • Wymiary: 96,7 x 54 x 22 mm
  • Waga: 130 g

Wygląd i wykonanie

Philips PicoPix 2330 jest urządzeniem niezwykle kompaktowym. Właściwie jest on mniejszy od większości obecnych aktualnie na rynku smartfonów. Obudowę wykonano z matowego plastiku w białym i czarnym kolorze oraz wykończono subtelnymi, pomarańczowymi wstawkami. Konstrukcja jest bardzo solidna, a nawet dość masywna jak na swoje wymiary. Konstrukcja jest bardzo solidna, a nawet dość masywna jak na swoje wymiary (projektor waży 130 g). Nie zaobserwowałem tutaj żadnego trzeszczenia oraz poluzowanych elementów, które mogłyby grozić rychłym uszkodzeniem. Podejrzewam, że projektor z powodzeniem przetrwałby również upadek z 1-1,5 metra, choć zaznaczam, że nie poddawałem go tego typu próbom.

Wierzch modelu PicoPix 2330 wykonano z jednolitego kawałka matowego plastiku w kolorze białym. Na jego jednym krańcu producent umieścił logo swoje oraz marki PicoPix, zaś na drugim znajdziemy panel sterowania oraz pokrętło ostrości. Do samej rolki nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń – działa lekko i jest precyzyjna. Jednak za wykonanie przycisków należy się producentowi nagana. Zastosowany krzyżak oraz guziczek OK są bowiem bardzo luźne. Dotykając je delikatnie palcem (bez wciskania) usłyszymy nieprzyjemne klekotanie. Pozytywnie na tym tle wypada pomarańczowy przycisk back, który leży sztywno osadzony w obudowie. Skok ich wszystkich jest dość niski, ale wyczuwalny wskutek cichego kliknięcia, które towarzyszy każdorazowemu użyciu.

Na wykonanym w podobny sposób spodzie znajdziemy całą gamę informacji o urządzeniu – począwszy od tabliczki znamionowej, poprzez naklejki z kodami kreskowymi, a na informacji o bezpieczeństwie skończywszy. Elementem, który jednak najbardziej rzuca się tutaj w oczy jest pomarańczowy prostokąt, który pełni rolę swoistej stopki. Elementem, który jednak najbardziej rzuca się tutaj w oczy jest pomarańczowy prostokąt, który pełni rolę swoistej stopki. Wykonano go z gumy, a więc powinien skutecznie utrzymywać projektor w jednym miejscu po ustawieniu go na blacie stolika czy biurka. Producent umieścił tutaj ponadto uniwersalny gwint 1/4″, dzięki czemu PicoPix 2330 może zostać umieszczony na niemalże każdym statywie.

Krawędzie projektora mają formę siatki złożonej z podłużnych, owalnych otworów, które mają sprzyjać wentylacji i lepszej cyrkulacji powietrza. Na froncie nie uświadczymy żadnych niespodzianek. Producent zastosował tutaj stożkowaty otwór, na którego dnie umieszczono obiektyw projektora.

Na lewej krawędzi znajdziemy natomiast suwak power, malutką diodę informującą o stanie baterii, złącze AV pełniące również rolę gniazda słuchawkowego 3,5 mm oraz zabezpieczony gumową zaślepką slot na karty Micro SD.

Z lewego dolnego rogu testowanego urządzenia wychodzą ponadto dwa kable, które łączą się ze sobą za pośrednictwem tajemniczo wyglądającej kostki z napisem USB QuickLink. Jak już się pewnie domyślacie, po rozłączeniu kostki otrzymamy port USB oraz złącze tego samego typu. Rozwiązanie to jest bardzo ergonomiczne, bo po ponownym połączeniu obu końcówek daje nam wygodny pasek na rękę, chroniący urządzenie m.in. przed upadkiem Pierwszy z nich służy do podłączania zewnętrznych nośników danych (pendrive’ów, dysków etc.), natomiast za pomocą drugiego podłączymy projektor do komputera i naładujemy baterię. Rozwiązanie to jest bardzo ergonomiczne, bo po ponownym połączeniu obu końcówek daje nam wygodny pasek na rękę, chroniący urządzenie m.in. przed upadkiem (zapewniam, że wtyczki są odpowiednio mocno sczepione). Co więcej, w ten sposób możemy mieć kabelek USB zawsze pod ręką i nie martwić się podczas podroży.

More Stories
Brainwavz HM3
Prostota i solidność – to lubię w słuchawkach. Test Brainwavz HM3