Odkrywam nowe media społecznościowe (te bardziej nowe niż Facebook)

Kiedyś życie było proste, trawa zieleńsza, a do zabawy wystarczał kijek w kształcie litery „y”, który robił za pistolet. Potem sprawy się trochę pokomplikowały. Pojawił się internet, a w nim takie twory, jak Fotka, Grono.net, Nasza-Klasa i w końcu Facebook. Dziś nazwałbym je starymi mediami społecznościowymi.

Kojarzycie podział stare media – nowe media? To wbijane przez pięć lat na studiach dziennikarskich odseparowanie internetu i mu pokrewnych od telewizji, prasy i radia. Mocno ograniczające zresztą, bo sprowadza różnice między jednym a drugim do szeregu stałych cech. A tymczasem jak można mówić w przypadku internetu o czymkolwiek stałym? Dynamika zmian jest w tym wypadku szybsza niż kiedykolwiek. Dziś jego domeną jest ocenianie ludzi na zdjęciach, a jutro poklatkowe filmy. Pojutrze być może będzie to natomiast ocenianie ludzi na poklatkowych filmach.

meerkat app

Internet utożsamiamy z kilkoma tworami, bez których na pewno nie byłby taki, jaki jest dziś. Google, Facebook, Twitter – każda z tych marek wpłynęła na obecny kształt sieci. Sęk w tym, że w rywalizacji ze „młodymi wilkami” wypadają dziś już trochę blado. Snapchat, Tinder, Meerkat i jeszcze kilka relatywnie świeżych, ale niesamowicie szybko rozwijających się startupów bije rekordy popularności. Ten pierwszy swego czasu odrzucił nawet ofertę przejęcia przez Facebooka.

Na Snapchacie posty wyświetlane są przez maksymalnie 10 sekund i później znikają. Tinder pozwala nam oceniać osoby przeciwnej płci w oparciu o zdjęcie i łączy na tej podstawie ludzi w pary. Meerkat to natomiast transmitowanie bierzących wydarzeń na żywo i streaming do sieci. Widać cechy wspólne? To, co łączy te nowe media społecznościowe to szybkość przekazu, powierzchowność i chwilowość. Liczy się tu i teraz, a nie jakieś archiwalne posty z wczoraj w strumieniu. Takie carpe diem w internetowym wydaniu.

snapchat

Jeszcze do niedawna nie rozumiałem fenomenu żadnego z tych narzędzi, więc postanowiłem się przekonać na własnej skórze. Nie dziwię się. Ta szybkość i prostota są uzależniające. Weźmy Tindera. Chcesz poznać nową osobę? Wystarczy, że wzajemnie polubicie swoje zdjęcia (ofc wcześniej nie wiedząc o decyzji drugiej strony). Dacie sobie do zrozumienia, że fizycznie się sobie podobacie. Pyk, aplikacja łączy dwóch takich użytkowników w parę. Możemy nawiązać znajomość, umówić się na spotkanie itd. Internetowe serwisy randkowe wymiękają, bo nigdy nie zaoferują takiej prostoty i szybkości. Pytanie jakim kosztem. To już pytanie do tych, którzy się „sparzą”.

Dla gigantów internetu te młode twory zagrożeniem pewnie dziś nie są, ale łatwo sobie wyobrazić, co będzie za kilka lat. Google, Facebook, Microsoft i inni nie mogą sobie pozwolić na ich bagatelizowanie. Świetnie widać to po ruchach Zuckerberga. Właściciel Facebooka jest najwyraźniej świadomy tego, że jego serwis nie będzie długowieczny. Dlatego poszerza swoje portfolio przejęciami: Instagrama za 1 mld dol., Whatsappa za 22 mld dol., Oculusa za 2 mld dol. Podobnie działa Microsoft choć głównie skupia się na produktach o zastosowaniu biznesowym: kalendarz Sunrise, lista zadań Wunderlis, klient e-mail Acompli. Wyjątkiem jest Google, ale oni mają Androida, więc mogą spać spokojnie – w końcu każdy z tych produktów, o których piszę jest stricte mobilny.