Kontynuujemy przygodę z urządzeniami odpowiedzialnymi za dostarczanie dźwięków z naszego komputera do uszu. CM Storm Sirus są kolejnymi słuchawkami dedykowanymi graczom, które zdecydowaliśmy się sprawdzić i podzielić się z Wami naszą opinią. Czy wypadną równie przekonująco jak ich niedawno testowana konkurencja od Creative? Czy czegoś w nich zabraknie?

Przy okazji poprzedniego testu słuchawek dla graczy, które dostarczyła nam do sprawdzenia firma Creative, szczególnie narzekałem na cenę urządzenia, która bliska była osiągnięcia pułapu 1000 złotych. W przypadku recenzowanego dziś zestawu CM Storm Sirus 5.1 już na starcie jest lepiej, mniej więcej o połowę lepiej. Zestaw, który chwali się realnym finansowo to nadal propozycja dla bardziej zapalonych graczy, niż dla chłopców odkładających na słuchawki z gimnazjalnego kieszonkowegodźwiękiem przestrzennym można znaleźć już za 486 złotych polskich i obiektywnie trzeba przyznać, że jest to już w tym porównaniu dość znacząca przewaga (choć nie oszukujmy się – finansowo to nadal propozycja dla bardziej zapalonych graczy, niż dla chłopców odkładających na słuchawki z gimnazjalnego kieszonkowego). Jeśli chcecie przekonać się jak dalej wypada CM Storm Sirus i czy spełnia swoją rolę, to zapraszam do przeczytania reszty poniższej recenzji słuchawek.

Dane techniczne

Słuchawki:

  • Przetworniki: dynamiczne zamknięte
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz – 20,000Hz
  • Impedancja: F/R/C: 32 Omy Sub: 16 Omy
  • Czułość: >105dB

Mikrofon:

  • Pasmo przenoszenia: 100Hz – 10,000 Hz
  • Impedancja: 2.2k Omów
  • Czułość: -46 dB ±3dB

Pokaż pudełko i co jest w pudełku

Lubimy w naszych recenzjach przyglądać się opakowaniom, w jakich producenci przysyłają do nas testowane urządzenia. Mamy wtedy okazję ocenić jak traktowany jest potencjalny kupujący, który inwestując w sprzęt danej marki przy okazji otrzymuje go w konkretnym opakowaniu. Lub mniej konkretnym i tandetnym, na co również staramy się zwracać uwagę jeśli zachodzi taka potrzeba. W Przypadku CM Storm Sirus nie mogę niestety stworzyć elaboratu na temat tego jak świetnie producent nagradza konsumenta za zakup, ponieważ zwyczajnie nie dane mi jest to ocenić. Headset dotarł do mnie w pudle typowo recenzenckim, daleko odbiegającym od tego w jakim jest sprzedawany (przynajmniej taką mam nadzieję, bo takowa bieda designu byłaby współczynnikiem dość alarmującym).

Możemy za to przyjrzeć się zawartości, która jednak także będzie dość uboga. Oprócz samego headsetu bowiem znajduje się w nim tylko pilot, dwie pary nauszników i potrzebne okablowanie. O każdej części będzie za chwilę trochę więcej – na razie muszę przyznać, że brakuje mi przede wszystkim jakiegoś stojaka, na którym słuchawki mogłyby spokojnie spocząć, gdy nie są używane.