Far Cry to bardzo młoda seria, która już od samego początku podbiła serca graczy ujmującą oprawą graficzną oraz egzotycznymi realiami, w których przychodziło im stoczyć bój o własne przetrwanie. Tym samym stała się ona kolejną, silną marką Ubisoftu, której kolejne odsłony z pewnością jeszcze zobaczymy. Recenzowane dziś Far Cry 3 od samego początku promowano jako bardzo produkcję dla pojedynczego gracza z bardzo rozbudowaną fabułą i masą atrakcji oraz wątków pobocznych. Jak to wygląda w praktyce?

Far Cry z impetem weszło na rynek gier komputerowych. Gra wówczas imponowała szczegółowym odwzorowaniem realiów tropikalnych oraz bardzo intensywnym i dynamicznym gameplayem. Kwestią czasu było zatem pojawienie się dwójki. A jak to z sequelami bywa, na ogół nie dorównują nawet w połowie oryginałowi. I tak było też tym razem, bo Far Cry 2 okazało się grą zwyczajnie nudną, bezbarwną i wtórną. Mimo otwartego i bardzo interaktywnego świata (w odróżnieniu akcja działa się w Afryce) całość przypominała miliony innych produkcji, gdzie jako najemnik otrzymywaliśmy zadanie dorwania groźnego dla świata przestępcy. I tak dotarliśmy do roku 2012, który upłynął pod znakiem barwnych, soczystych zwiastunów, na których Far Cry znów wyglądało tak, jak w części pierwszej. Krótko mówiąc było zielono, tropikalnie i bajkowo, a także krwawo, dynamicznie oraz wybuchowo. Na taki sequel właśnie czekałem, pomyślałem od razu po obejrzeniu pierwszego teasera. Czy efekt końcowy wypadł równie pomyślnie? Śpieszę z odpowiedzią!

     

    Brodzimy w…

    Far Cry 3 od samego początku daje mocno po kościach, by chwilę potem, na dokładkę przydzwonić w głowę solidnym obuchem. Filmik wprowadzający do fabuły wydaje się niewinny – ot grupa „bananowych” nastolatków skacze ze spadochronem w ciemno nad wyspą Rook Island, czerpiąc z życia pełnymi garściami i rozgrzewając do czerwoności platynowe karty kredytowe rodziców. Sielanka kończy się w klatce, w obozie tutejszej bandy piratów, która, jak się potem okaże, budzi postrach w całym regionie i walczy z tubylcami.

    Głównym bohaterem, w którego przyjdzie się nam tutaj wcielić, jest Jason Brody. Można go krótko scharakteryzować jako przyzwyczajonego do dobrobytu, żyjącego beztrosko gogusia, który otrzyma szansę na przeżycie tylko dzięki pomocy ze strony szkolonego w armii brata. Jak to w ucieczkach często bywa, brat oberwie kulkę, a naszemu bohaterowi cudem uda się przeżyć. W miarę rozwoju fabuły nasz młodzik będzie ewoluował, by w końcu przeistoczyć się w obwieszonego żelastwem siewcę chaosu, którego imię budzi trwogę u każdego rzezimieszka na wyspie. Tutaj właśnie zaczyna się prawdziwa zabawa, bo gdzieś na wyspie piraci ukryli naszych przyjaciół, których uwolnić możemy tylko my. Dość powiedzieć, że nie będzie to zadanie wcale łatwe, bo brody to kompletny młokos, który strzelaniny widział tylko na filmach, a o przeżyciu w buszu ma tyle pojęcia, co mrówka o lataniu. Ale spokojnie. W miarę rozwoju fabuły nasz młodzik będzie ewoluował, by w końcu przeistoczyć się w obwieszonego żelastwem siewcę chaosu, którego imię budzi trwogę u każdego rzezimieszka na wyspie. Rozwój ten będziemy mogli po części kontrolować, poprzez wybieranie konkretnych umiejętności spośród trzech różnych kategorii symbolizujących odpowiednio: przetrwanie w dziczy, walkę w ukryciu oraz otwartą wymianę ognia. W praktyce, zdobywając odpowiednio dużo punktów doświadczenia, będziemy mogli maksymalnie rozwinąć się w każdym z tych aspektów, a więc decydując się na takie, a nie inne zdolności na początku, nic nie stracimy na kolejnych etapach rozgrywki.

    Z systemem umiejętności wiąże się nieodłącznie też ekwipunek, który po części będziemy tworzyć sami, a po części nabywać w sklepach za ciężko zarobione w bojach dolary. W tym pierwszym przypadku konieczne będzie pobrudzenie sobie dłoni i upolowanie konkretnej zwierzyny lub gromadzenie roślin. Posłużą one do przygotowywania lepszych i bardziej pojemnych toreb na przedmioty, pasków na amunicję oraz granaty, portfela oraz szeregu zwiększających nasze szanse w bojach (i nie tylko) mikstur. System craftingu jest w Far Cry 3 bardzo intuicyjny, a jednocześnie atrakcyjny na tyle, by motywować gracza do poszukiwania konkretnych gatunków zwierząt i roślin (a tych zdecydowanie nie brakuje). Szkoda, że zabawa kończy się tak szybko. Otóż mniej więcej po przejściu połowy gry nie miałem już czego rozwijać, a więc siłą rzeczy przestałem się interesować polowaniem. Nieco lepiej sytuacja wygląda z miksturami, ale tutaj również po rozwinięciu zdolności leczenia można się całkowicie bez nich obejść.

    Bardziej konkretny ekwipunek będziemy nabywać w sklepach (lub specjalnych automatach pełniących ich funkcję – zaleciało Borderlands). Tutaj twórcy nie zaszaleli zbytnio, choć trudno mówić o ubogim arsenale. Właściwie każdą kategorię broni (pistolety, karabiny, SMG, strzelby, karabiny snajperskie i inne) reprezentuje kilka unikatowych modeli o różnych parametrach. Część z nich możemy dodatkowo ulepszać, wykupując celowniki laserowe, lunety, tłumiki itp. Esteci ucieszą się z funkcji malowania obudów, a miłośnicy ostrej jazdy wyszczerzą zęby do takich zabawek, jak miotacz ognia, granatnik czy wyrzutnia RPG. Ciekawym uzupełnieniem całości jest łuk, którym w cichy i skuteczny sposób wyeliminujemy przeciwników na małych dystansach lub zasiejemy zamęt za pomocą (samodzielnie wytworzonych, rzecz jasna) strzał zapalających lub wybuchowych.

    Od strony technicznej Far Cry 3 to czysta zręcznościówka, co jest widoczne niemal na każdym kroku – czy to podczas wymiany ognia, kierowania pojazdami, czy wspinaczki na maszty.  Gra stawia w dużym stopniu na efektowność i klimat. Gra stawia w dużym stopniu na efektowność i klimat. Łatwo to zaobserwować w wielu momentach – m.in. podczas cichego eliminowania przeciwników, kiedy po wykupieniu odpowiedniej zdolności możemy wyjąć zawleczkę z przymocowanego do pasa ofiary granatu i popchnąć jego ciało w stronę stojących nieopodal kompanów. Takich smaczków jest więcej i nie ukrywam, że daje to ogromną satysfakcję z zabawy, zwłaszcza gdy strzelanie trochę się nam znudzi i zapragniemy czegoś nowego.