Western Digital już od jakiegoś czasu promuje ideę cyfrowego domu, poszerzając ofertę swoich produktów o sprzęt sieciowy. W tej chwili na rynku znajdziemy już całkiem pokaźną listę modeli, które mają przekształcić nasze mieszkanie w miejsce, gdzie technologia jest na wyciągnięcie dłoni (bynajmniej nie kabla). Sercem tego modelu jest oczywiście solidny magazyn na dane. W tej roli sprawdzić się ma WD My Book Live Duo, który jest bohaterem dzisiejszej recenzji.

Gromadzimy coraz więcej danych. Coraz więcej komputerów w naszych domach działa w ramach prostych sieci. Wymieniamy się zdjęciami z domownikami, budujemy własną bibliotekę filmową czy chociażby tworzymy kopie zapasowe newralgicznych danych. Do tego wszystkiego najlepiej jednak mieć solidny magazyn danych. I tutaj pojawia się przerażające wielu Kowalskich i Nowaków słówko NAS. Dysk sieciowy to najbardziej optymalna opcja – zarówno do domu, jak i firmy. Problem w tym, że nie każdy ma umiejętności oraz czas by się bawić w konfigurację urządzenia. Jesteśmy coraz bardziej leniwi i wygodni. Wyjmujemy urządzenie z pudełka i chcemy, żeby działało.

Specyfikacja dysku domowego WD My Book Live Duo

  • Interfejs: Gigabit Ethernet
  • Ethernet: Obsługa szybkości 10/100/1000 Mb/s
  • Pojemność: 8 TB
  • Wymiary: 165 mm x 157 mm x 99,00 mm
  • Waga:2,26 kg
  • Temp. podczas pracy: 5° C do 35° C
  • Temp. podczas przechowywania: -20° C do 65° C
  • Napięcie wejściowe prądu przemiennego: 100-240 VAC
  • Częstotliwość wejściowego prądu przemiennego: 47–63 Hz

Remedium na ten problem ma WD. Firma już od jakiegoś czasu intensywnie promuje ideę cyfrowego domu, wprowadzając na rynek m.in. dyski sieciowe, routery oraz inne urządzenia, które mają po prostu działać i trafiać w potrzeby zwykłych użytkowników. Czy ta strategia się sprawdza? Najwidoczniej tak, bo producentowi nie braknie konsekwencji. Tymczasem bohaterem dzisiejszej recenzji będzie jeden z flagowców – WD My Book Live Duo.

W moje ręce trafiła bardzo pojemna, bo 8-terabajtowa wersja urządzenia. W masywnym, dobrze zabezpieczonym pudełku poza samym dyskiem znalazłem zasilacz z dwoma wymiennymi wtyczkami – europejską i brytyjską, płytę CD z oprogramowaniem (posiadacze ultrabooków będą mieli problem…), kabel sieciowy oraz instrukcję obsługi. Zestaw wydaje się być optymalny i trudno oczekiwać czegokolwiek więcej. Wprawdzie do efektywnej pracy niczego więcej nie potrzebujemy.

 

Wygląd i wykonanie

WD My Book Live Duo prezentuje się bardzo stylowo. Urządzenie ma bardzo opływowe kształty oraz minimalistyczny design. Postawiłem My Booka tuż obok domowego routera i doszedłem do wniosku, że ten ostatni jest strasznie brzydki. Na czarnej, matowej obudowie uświadczymy jedynie niewielką diodę informującą o statusie dysku oraz logo producenta. Dysk jednocześnie wpisuje się w design innych produktów tego typu w ofercie producenta. Całość przypomina nieco książkę (co bezpośrednio odnosi się do nazwy) i myślę, że będzie ozdobą niejednego biurka oraz salonu. Aż żal byłoby je ukrywać gdzieś w kącie na podłodze. Postawiłem My Booka tuż obok domowego routera i doszedłem do wniosku, że ten ostatni jest strasznie brzydki.

Na wierzchu i spodzie obudowy umieszczono otwory służące do efektywnej wentylacji. Jest ich tutaj naprawdę dużo, co sprawia, że dyski pracują w relatywnie niskiej temperaturze. Nie zaobserwowałem nadmiernego nagrzewania się obudowy, co dobrze świadczy o My Booku. Na dole znajdziemy cztery, niskie gumowe nóżki, które dobrze amortyzują My Booka na niemalże każdej powierzchni.

Górne wieko dodatkowo możemy otworzyć. Wystarczy nacisnąć przycisk na szczycie, a następnie pozbyć się metalowej kratki (odkręcić śrubkę), by uzyskać dostęp do dwóch 4-terabajtowych dysków. Warto tutaj przy okazji napisać kilka słów o wnętrzu My Booka. WD zastosował tutaj szkielet z relatywnie masywnego, i sprawiającego wrażenie solidnego plastiku, wewnątrz którego osadzono metalowy boks z dyskami oraz płytą główną. Co prawda, testów wytrzymałościowych nie przeprowadzałem, ale myślę, że gdyby jakimś cudem sprzęt spadł z biurka, nie powinien doznać poważnego uszczerbku na zdrowiu. Już bardziej martwiłbym się o same dyski, które nieszczególnie lubią wstrząsy.

Z tyłu znajdziemy port sieciowy RJ45, który posłuży nam do połączenia dysku z domowym routerem lub komputerem – gdy komunikacja bezprzewodowa będzie z jakiegoś powodu niemożliwa. Nigdzie jednak nie znalazłem żadnego przełącznika służącego do włączania i wyłączania urządzenia. Producent umieścił tutaj również USB 2.0, Kensington lock, wgłębiony guzik resetowania urządzenia oraz gniazdo zasilacza. Tuż obok, na tabliczce znamionowej wypisano najważniejsze informacje o sprzęcie. Nigdzie jednak nie znalazłem żadnego przełącznika służącego do włączania i wyłączania urządzenia. Ma to związek z ideą, która przyświecała twórcom – dysk ma być dostępny 24/7 z każdego miejsca w domu oraz na świecie (za pośrednictwem aplikacji WD 2GO, którą opiszę za moment).