Bootcamp czy warto wrażenia ocena opinie

Czy warto iść na bootcamp i uczyć się programowania?

Nauka programowania na bootcampie - fakty i mity

Wysokie tempo, ogrom wiedzy do przyswojenia

Bootcamp „JavaScript Developer z Reactem”, w którym wziąłem udział odbywał się w specjalnie do tego przeznaczonej sali w trybie weekendowym. Wydaje mi się to najbardziej rozsądną opcją.

Nie wierzę, że po ukończeniu stacjonarnego trybu, w którym codziennie przez 8 godzin uczymy się kodować i po 3 miesiącach mamy ruszać do boju, cokolwiek zostanie w głowie. Ludzki mózg tak nie działa – ważne są powtórki i to kilkukrotne (najpierw po kilku dniach, potem po kilku tygodniach i w końcu po kilku miesiącach). Takie tempo jest zabójcze.

Bootcamp przez internet nie jest taki zły, ale też ma swoje wady. Ja w co drugi weekend przez 8 godzin siedziałem w gronie ludzi napompowanych motywacją i determinacją. Słyszałem ich pytania i wątpliwości, rozmawiałem w przerwach o zadaniach, dzieliłem się spostrzeżeniami i przemyśleniami. W przypadku nauki przez internet, kiedy siedzimy w domu i łączymy się ze szkołą zdalnie, tego wszystkiego nie ma. Z drugiej strony jest to dużo bardziej elastyczne i pozwala dostosować tempo oraz intensywność do własnych możliwości. Ja akurat miałem to szczęście, że grupa była naprawdę dobra i szybko przyswajała materiał. Ale wykładowcy opowiadali o takich, gdzie nauka szła bardzo topornie, a każdy egzamin kończył się płaczem i frustracją. Wiele na pewno też zależy od osobistych preferencji.

bootcamp opinie

Kurs obejmował obszerny materiał, który poprzedzono tzw. „preworkiem”. Jest to zestaw materiałów do przyswojenia i zadań do samodzielnego wykonania. Każdy kursant musi to zrobić przed pierwszymi zajęciami. Prowadzący sprawdza odpowiedzi, a następnie przesyła odpowiedni feedback. Do tego celu (i właściwie bez przerwy później) wykorzystywany jest oczywiście Github.

Część właściwa składała się z modułów: HTML, JavaScript, CSS, jQuery, ECMAScript 6, SASS i oczywiście React na samym końcu. Po każdym module pisaliśmy egzamin. Otrzymywaliśmy repozytorium z zadaniami i dwie godziny czasu na ich samodzielne wykonanie. Każdemu przysługiwała jedna poprawka. Moduły prowadzili różni instruktorzy. Łącznie przez cały kurs przewinęło się ich trzech. Każdy miał inny styl pracy i nauczania. Dwóch oceniłbym jako fantastycznych dydaktyków o ogromnej wiedzy. Jeden wypadł dobrze – na szczęście prowadził te mniej zaawansowane tematy.

Jeden z prowadzących był równocześnie mentorem – osobą, do której można się było zwrócić w każdej chwili z każdym pytaniem. W tym celu założone zostało konto na Slacku, gdzie wszyscy uczestnicy i prowadzący mogli ze sobą rozmawiać. Mentor w tygodniu miał również takie nieformalne „dyżury” w miejscu, gdzie odbywał się kurs. W ich trakcie pomagał w trudniejszych zadaniach, nadrabianiu zaległości czy opanowywaniu tych trudniejszych elementów. Było to naprawdę fajne, choć przyznaję, że nie skorzystałem z takiej możliwości ani razu.

Jak natomiast wyglądały same zajęcia? Był to pewien schemat. Najpierw pracowaliśmy nad prezentacją, do której dostęp otrzymaliśmy w materiałach. Prowadzący omawiał każdy slajd, pokazywał kolejne zagadnienia w praktyce, tłumaczył detale. Oczywiście były wyjątki od tej reguły. Jeden z instruktorów powiedział wprost, że w prezentacjach jest przestarzały materiał, więc on nas nauczy nowszej wersji Reacta, gdzie trochę rzeczy się pozmieniało. I naprawdę uczył!

Po omówieniu materiału przychodził czas na zadania. Pierwsze 1-2 najczęściej robił wykładowca, pytając grupę o kolejne kroki. Kolejne należało wykonać samodzielnie. I tutaj znowu jeden z prowadzących miał na to inny pomysł – brał kursanta z komputerem do pierwszej ławki, podłączał do dużego ekranu i robiliśmy wspólnie te najtrudniejsze zadania. O wiele łatwiej w ten sposób się przyswajało wiedzę.

Nie zmienia to jednak faktu, że tempo przerabiania materiału podczas bootcampu jest ogromne. Po weekendzie nauki byłem zmordowany, a w nagrodę dostawałem w twarz poniedziałkiem i normalną pracą… po której musiałem siadać do programowania dalej i wykonywać prace domowe oraz dodatkowe projekty. Niestety finalnie nikt nigdy ich nie sprawdził, co mnie mocno zabolało po ukończeniu kursu.

Kurs kończy przygotowanie projektu końcowego, nad którym pracujemy przez ostatnie 2-3 weekendy. Można wtedy przychodzić na zajęcia i polegać na pomocy prowadzącego. Można też realizować projekt samodzielnie w domu. Ważne, aby na końcowych zajęciach się pojawić i go obronić. W praktyce polega to po prostu na zaprezentowaniu pracy i opowiedzeniu o niej.

Wstecz 1 2 3 Dalej

Zobacz również
Multimedialny odtwarzacz WD TV Play debiutuje w Polsce