Rynek smartfonów powoli dojrzewa. W segmencie high-endu niewiele już się dziś zmienia – premiery topowych smartfonów nie fascynują jak kiedyś. Producenci inwestują zatem w dolne półki cenowe, gdzie, choć marża nie jest tak wysoka, kryją się duże zyski i rzesze klientów do oczarowania. Tutaj jednak zdołali już zakorzenić się inni, jak chociażby ZTE. Chiński koncern nie ma zamiaru oddawać pola konkurentom i dlatego we współpracy z Orange wprowadza do oferty smartfona Orange Reyo, który ma kusić klientów jako dodatek do abonamentu za symboliczną złotówkę.

Polacy kochają smartfony za złotówkę, na co wskazują kolejne raporty i badania. Dobrze wiedzą o tym również producenci. Plus nie tak dawno nawiązał współpracę z marką KAZAM, a Orange pod swoją banderą wypuszcza na rynek smartfona produkcji ZTE. Tak, testowany dziś model Reyo to w gruncie rzeczy zmodyfikowana wersja ZTE Blade Q Maxi.

Chiński koncern specjalizuje się w słuchawkach z segmentu low- i middle-end. Co istotne, często nie odstają one jakościowo od rozwiązań bardziej renomowanej konkurencji. Różnica jest natomiast często widoczna w cenie. W Polsce ZTE zasłynął głównie dzięki udanej serii Blade. Wkrótce być może zobaczymy u nas też urządzenia z rodziny Nubia, które mają aspiracje być czymś więcej niż tylko kolejnymi „średniakami” w konkurencyjnych cenach.

Bohater dzisiejszej recenzji, Orange Reyo to szablonowy low-end i zarazem dowód zmian, jakie się dokonały w dolnej półce cenowej w ciągu minionych miesięcy. Odkąd sięgam pamięcią nie mieliśmy tutaj tak wielu ciekawych modeli. Jak na ich tle wypada Reyo?

Orange Reyo (2)

Można się było spodziewać, że zawartość pudełka raczej nie zaskoczy niczym szczególnym. Tak jest w istocie, bo znajdziemy tutaj tylko ładowarkę o dość nietuzinkowej konstrukcji (wtyczka USB znajduje się na krótkim przewodzie) oraz kabelek USB. Prawdę powiedziawszy może to i lepiej, że nie „uraczono” nas żadnymi słuchawkami. Na ogół są to bowiem niskiej jakości akcesoria.

 

Wygląd i wykonanie

Orange Reyo został w przeważającej mierze wykonany z plastiku. Producent utrzymał całą konstrukcję w białej kolorystyce, dopełniając ją jedynie szarymi akcentami (boczne krawędzie). Daje to ciekawy i przyjemny dla oka rezultat. Obudowa ma wymiary 143 x 72 x 9,1 mm i waży 160 gramów. To standardowo jak na smartfona.

Orange Reyo (7) Orange Reyo (8)

Front w przeważającej mierze stanowi 5-calowy wyświetlacz, który otoczono białą ramką. Tuż pod nim znajdziemy trzy dotykowe, podświetlane przyciski: back, home oraz menu. Na przeciwległym krańcu znajdziemy natomiast zabezpieczony metalową maskownicą głośnik rozmów, obiektyw kamery VGA oraz czujniki (światła i zbliżeniowy). Wystarczyło tutaj również miejsca na diodę powiadomień informująca m.in. o przychodzących wiadomościach i nieodebranych połączeniach.

Orange Reyo (12) Orange Reyo (10)

Szara ramka, z której wykonano krawędzie smartfona rozszerza się na dole i górze. Ma ona chyba imitować aluminium, ale efekt jest tylko połowiczny. Na bokach Reyo nie znajdziemy zbyt wielu elementów. Lewa ścianka to dwustopniowy przycisk regulacji głośności, a prawa – port Micro USB. Na górze umieszczono przycisk zasilania oraz gniazdo słuchawkowe minijack 3,5 mm. Na dole znajdziemy jedynie malutki otwór mikrofonu rozmów.

Orange Reyo (11) Orange Reyo (9)

Największe zastrzeżenia mam do tylnego panelu Orange Reyo. W testowanym egzemplarzu element ten miał lekkie luzy i widocznie uginał się przy mocniejszym uścisku. Nie wiadomo jak zachowa się po 6-7 miesiącach użytkowania. Producent umieścił tutaj obiektyw aparat z diodą doświetlającą. Bliżej dolnej krawędzi znajdziemy natomiast logo Orange i głośnik multimedialny z niewielką wypustką, która ma zapobiegać tłumieniu dźwięku w sytuacji, gdy smartfon leży na „pleckach”. Po zdjęciu panelu (co szczególnie trudne nie jest) uzyskamy dostęp do baterii oraz slotów na kartę SIM i kartę pamięci MicroSD.

Orange Reyo (15)

Orange Reyo (13)

Gdyby nie brać pod uwagę tylnego panelu, można by opisać Orange Reyo jako przyzwoicie wykonane urządzenie. Pod pozostałymi względami urządzenie nie odstaje od standardów przypisanych do tej półki cenowej. Nie należy spodziewać się oczywiście cudów, ale też nie ma obawy, że sprzęt rozpadnie nam się w dłoniach podczas bardziej intensywnego użytkowania.