Windows 8 nie przeżywa ostatnio dobrych dni i na nowy system operacyjny od Microsoftu coraz częściej spadają słowa krytyki. Producenci wraz z jego pojawieniem się wyszli jednak naprzeciw wyzwaniom, które oferować miała funkcja dotyku i obsługujący ją sprzęt stworzyli. Takie urządzenia, wprowadzone już do sprzedaży, pozostaną więc na rynku bez względu na to, jak długi okaże się okres żywotności okienek w wersji 8 – sprawdźmy więc jak się sprawują. Na przykładzie monitora iiyama ProLite T2452MTS.

Recenzowany dzisiaj dotykowy monitor od japońskiego producenta zakwalifikowany został do segmentu urządzeń domowych. Jego przydatność postaram się więc sprawdzić właśnie pod kątem zastosowań w mieszkaniowych pieleszach – za ważne w końcowym rozrachunku przyjmuję zarówno funkcje rozrywkowe, jak i możliwość wygodnej pracy – na końcowej ocenie zaważy również poziom zużycia prądu, który przecież musi być odpowiednio niewielki, bo taki bilans jest dla przeciętnej rodziny bardzo ważny.

Dane techniczne

  • Przekątna ekranu: 23,6 cala (60 cm)
  • Rozdzielczość: Full HD 1080p, 1920 x 1080 ( 2.1 megapiksela)
  • Proporcje ekranu: 16:9
  • Czas reakcji: 2 ms
  • Rodzaj matrycy: Twisted Nematic
  • Powłoka ekranu: błyszcząca
  • Podświetlenie: LED-backlit
  • Jasność i kontrast: 300 cd/m2, 1000:1 (typowy), 5 000 000 : 1 (dynamiczny)
  • Kąty widzenia poziomo/pionowo: 170°/ 160°; prawo/lewo: 85°/ 85°; góra/dół: 80°/ 80°
  • Złącza:
    • HDMI x 2,
    • VGA (analogowe),
    • DVI-D,
    • USB (do podłączenia funkcji dotykowej).
  • Zasilacz: zewnętrzny
  • Inne cechy:
    • kompatybilny z Kensington-lock.

Zaczniemy jednak jak zwykle, standardowo – od przyjrzenia się wyglądowi tego kolosa (bo to naprawdę kawał sporego i ciężkiego, prawie 24-calowego monitora). W pierwszej kolejności: dość krótki unboxing ujawniający zawartość pakunku.

iiyama ProLite T2452MTS – unboxing

Przy okazji wcześniejszych testów monitorów, dowiedziałem się, że nie powinienem zbyt dużej wagi przykładać do tego, jak wygląda zapakowanie dostarczanego do mnie sprzętu. Najwięcej styropianu dbającego o bezpieczeństwo urządzenia znajduje się w modelach zaopatrzonych w regulację podstawy – reszta przewożona jest w warunkach dość skromnych. Prychnąłem pod nosem z dezaprobatą i nie bardzo chciałem w to wierzyć, jednak gdy przyjechała do mnie iiyama ProLite T2452MTS – musiałem powyższą opinię przyjąć za fakt. O nikłych właściwościach ergonomicznych testowanego dziś ekranu napiszę więcej za chwilę, a w chwili obecnej musicie wiedzieć, że dostarczenie tego modelu powinniście powierzyć zaufanej firmie kurierskiej. Całość wyposażenia upchnięta jest bowiem w kartonie dość ciasno i niestety niezbyt solidnie.

A oto wypis elementów, które znajdziemy w środku. Najważniejszym z nich jest rzecz jasna model T2452MTS, a oprócz niego: kabel zasilający, kabel sygnałowy VGA (D-Sub), kabel DVI-D, kabel Audio, kabel USB, rysik, skrócona instrukcja obsługi oraz instrukcja bezpieczeństwa. Jak zwykle w przypadku monitorów jest tego sporo, lecz niestety zabrakło kabla w standardzie HDMI (choć urządzenie posiada dwa porty do jego podłączenia).

Kolos na plastikowej nodze – wygląd, wykonanie i ergonomia

W lewej części od spodu obudowy znalazło się miejsce dla rysika, dzięki któremu bojący się o zabrudzenia wyświetlacza będą mogli jakoś zaradzić na odciski palcówWspomniałem o tym powyżej i zamierzam ten wątek kontynuować – iiyama ProLite T2452MTS jest kolosem, przynajmniej na moje oko. Jak na monitor do użytku domowego, 23,6 cala na zwyczajnym biurku prezentuje się bardzo okazale i na pierwszy rzut oka solidnie. Od góry i od dołu ekran otacza 2,5-centymetrowa ramka, której grubość zmniejsza się po bokach do 1,5 cm – ponadto w kwestii głębokości pomiary wskazują również 2,5 cm, więc muszę przyznać, że to rzeczywiście solidne podstawy wyglądu. W dodatku wyglądu bardzo nowoczesnego i przyjemnego dla oka, w czym zasługa dobrze spasowanego, czarnego i grubego plastiku, z którego sprzęt został wykonany.

Na przedzie urządzenia producent zdecydował się umieścić oznaczenie modelu w lewym górnym rogu, a w części dolnej: centralnie – swój logotyp, po stronie prawej: przyciski nawigacyjne. Ponadto w lewej części od spodu obudowy znalazło się miejsce dla rysika, dzięki któremu bojący się o zabrudzenia wyświetlacza będą mogli jakoś zaradzić na odciski palców. Te niestety zbierają się bardzo często, głównie na powierzchni ekranu (obsługującego w dodatku multitouch), lecz również i na pozostałych częściach sprzętu – tutaj brud wspomagany jest przez czarny kolor.

Centralną powierzchnię z tyłu monitora iiyama ProLite T2452MTS zarezerwowano dla kolejnego, tym razem większego logotypu producenta, pod którym w odległości 10 centymetrów znalazły się dwa otwory do montażu urządzenia na ścianie. Jeszcze niżej, prostopadle do powierzchni stołu rozlokowane zostały wyjścia na podłączenie odpowiednich kabli. Od lewej mamy włącznik i port zasilania – po środku PC USB – a następnie: AUDIO IN, wyjście VGA, DVI oraz pierwsze z HDMI. Drugie znajduje się z boku obudowy wraz z miejscem na podłączenie zestawu słuchawkowego.

Przyszła pora, by popastwić się chwilę nad możliwościami ergonomicznymi monitora o oznaczeniu T2452MTS. Zaznaczyłem w niewielkim fragmencie, że są one bardzo skromne, więc przydałoby się podeprzeć to odpowiednimi liczbami – 37 st. w górę oraz 5 st. w dół… i to wszystko. Tylko w taki sposób możemy dostosowywać ustawienie testowanej dziś przeze mnie iiyamy. Naprawdę nie ma szału, a jeśli dołączymy do tego fakt, że ergonomią operujemy przy użyciu plastikowej nogi wmontowanej w obudowę, to przyszła pora, by zacząć się troszeczkę bać. iiyama ProLite T2452MTS waży bowiem 5,6 kg – odpowiednio dużo aby wygodnie i trwale stać na biurku, lecz równocześnie zdecydowanie zbyt wiele, by ufać kawałkowi plastiku (w dodatku błyszczącego i bardzo szybko brudzącego się).