Razer to jedna z niewielu firm, której działalności przyświeca pewna idea. Każdy produkt, który wychodzi ze stajni tego producenta ma sobie unikalne cechy, czyniące go już na pierwszy rzut oka narzędziem dla najbardziej wymagających graczy. Utwierdza w tym przekonaniu cała oprawa, jaką producent tworzy, tworząc kolorowe pudełka z przykuwającymi oczy grafikami. My dziś testujemy wysokiej klasy mysz Razer Taipan. Zobaczmy czy i tym razem amerykański producent nie zawiódł oczekiwań.

Razer Taipan to z pozoru mysz jakich wiele w ofercie tego producenta. Wizualnie przypomina nieco istniejące już od jakiegoś czasu na rynku modele XAI lub Lachesis, choć przy bliższym poznaniu zdecydowanie bije je obie swoim niebanalnym designem. Mysz przeznaczono dla klientów najbardziej wymagających, o czym świadczą nie tylko jej wyśrubowane parametry, ale też wysoka cena (blisko 400 zł). Czy wykładając okrągłą sumkę z portfela możemy się spodziewać, że w nasze ręce trafi produkt w każdym calu doskonały? Nie zawsze ta reguła znajduje zastosowanie w praktyce, o czym miłośnicy high-endowych gadżetów z pewności przekonali się już niejednokrotnie.

Razer Taipan przybył do nas w przykuwającym wzrok pudełku utrzymanym w charakterystycznej dla tego producenta, zielonej tonacji. Przednią ścianę opakowania możemy otworzyć, by zobaczyć w ten sposób dodatkowe informacje oraz samą mysz znajdującą się wewnątrz. Ten niebanalny projekt z pewnością przyciągnie wiele zaciekawionych spojrzeń i wyróżni Taipana na półce sklepowej w gronie innych gryzoni.

Co znajdziemy wewnątrz? Oczywiście najważniejszym elementem zawartości jest sama mysz. Prócz niej producent załączył szereg estetycznie spiętych broszurek promocyjnych i instrukcji oraz naklejki ze swoim logo. Można by się tutaj pokusić o jakiś pokrowiec do transportu myszy, ale nie zapominajmy, że nie jest to gryzoń podróżny, więc raczej mijałoby się to z celem.