Uniwersum StarCrafta to jedno z najbardziej barwnych i soczystych spośród wszystkich wykreowanych przez twórców gier. Na jego bazie powstało już kilka książek i niezliczone ilości opowiadań fanowskich. Nic w tym dziwnego, bo Blizzard stworzył niesamowite realia okraszone epickim klimatem, który wwierca się wręcz do mózgu. Natomiast rewelacyjne klipy wideo tylko to wrażenie potęgują. Czy jednak nie mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią? Jak na tym tle wypada Starcraft II: Heart of The Swarm?

Najnowsza produkcja Blizzarda to nie tyle sequel co po prostu rozbudowany dodatek do Starcrafta II: Wings of Liberty (wymagający zresztą posiadania pierwszej części), w którym warstwa fabularna skupiała się wokół nacji Terran. Zgodnie z zapowiedziami, w Heart of the Swarm poprowadzimy do boju Zergi, a całość zwieńczy Legacy of the Void z kampanią Protossów. Jak zatem pewnie się już domyślacie, to opisywana dziś produkcja nie rozwikła wszystkich zagadek i nie zamknie wątków, które z całą pewnością nurtują rzesze graczy na całym świecie.

[youtube id=”I1dT1Z5RR3o” width=”590″ height=”350″ align=”center” caption=”Blizzard słynie z fenomenalnych filmów. Tylko popatrzcie.”]

Blizzard przyznał otwarcie, że szybka produkcja gier nie należy do ich atutów, ale w przypadku ostatniej części trylogii zrobią wszystko, by skrócić czas oczekiwania. Tymczasem na premierę Starcraft II: Heart of the Swarm czekaliśmy długo, bo aż 3 lata. Czy było warto? Jak na tle dzisiejszych produkcji wypada ten klasyczny RTS i czy liczba nowości jest satysfakcjonująca?

     

    Zemsta Królowej Ostrzy

    Fanom StarCrafta Sary Kerrigan przedstawiać nie trzeba. Była Terranka, porwana przez Zergi została zainfekowana i stała się Królową Ostrzy o potężnych mocach psionicznych. W Wings of Liberty (i tutaj zaczną się spoilery z pierwszej części) Jim Raynor, za pomocą potężnego artefaktu Xel’naga przywrócił jej (prawie) ludzką postać. Heart of The Swarm rozpoczyna się krótko po tamtych wydarzeniach. Kerrigan, Raynor i książe Valerian ukrywają się w tajnej placówce badawczej, daleko poza jurysdykcją Dominium. Tam badane są odziedziczone zdolności psioniczne głównej bohaterki, której przemiana poskutkowała też utratą pamięci z okresu przewodzenia rojowi Zergów. Ich spokój nie trwa jednak długo, bo kryjówkę atakuje flota Dominium. Celem jest oczywiście Kerrigan.

    Tak pokrótce prezentuje się początek zabawy. Mało spektakularnie? Spokojnie, Blizzard zadbał o to, żeby napięcie rosło wraz z każdą kolejną misją, a losy i wybory bohaterów angażowały graczy bez końca.  Mimo, że mamy tutaj do czynienia z historią walki o losy galaktyki, to tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się wątek miłości Raynora i Kerrigan… Mimo, że mamy tutaj do czynienia z historią walki o losy galaktyki, to tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się wątek miłości Raynora i Kerrigan oraz imperator Arcturus Mengsk, na którym Królowa Ostrzy chce się zemścić za wszystkie wyrządzone krzywdy. Jak się okaże, odwet ten będzie ją kosztował wiele poświęceń i wyrzeczeń (zaś nam zapewni ogrom wrażeń).

    Jeżeli ktoś powątpiewa w to, czy Blizzard nie wyszedł z formy, jeśli chodzi o konstruowanie fabuły, zapewniam, że nie i cała kampania (a w szczególności jej zakończenie) wgniecie Was w fotele. Scenarzyści zadbali nie tylko o absorbujący wątek główny oraz ciekawe wątki poboczne, ale też uraczyli nas wyrazistymi postaciami oraz barwną scenerią utrzymaną w konwencji space-opery. Styczność z tym wszystkim będziemy mieli głównie między kolejnymi misjami, kiedy to, wzorem poprzedniej części, rozmawiamy z zebranymi na pokładzie statku dowodzenia (Lewiatana) towarzyszami oraz odkrywamy kolejne meandry fabuły. Ekipa tłumacząca odwaliła kawał porządnej roboty. Przyznam szczerze, że właśnie ten element daje najwięcej satysfakcji i czasem wykonywałem po prostu kolejne misje tylko po to, by zobaczyć co nowego do powiedzenia usłyszę po powrocie na Lewiatana. Tutaj duży plus należy się polskiemu lokalizatorowi, czyli firmie Albion Localisations. Ekipa tłumacząca odwaliła kawał porządnej roboty. Poziom może nie w każdym przypadku jest równie wysoki (Valerian ciągle wydaje się bezbarwny), ale ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne i warte odnotowania. Abathur, Izsha, Zagara, Stukov no i oczywiście sama Kerrigan – zaręczam, że postaci te na długo zapadną Wam w pamięci.