Królowa Ostrzy bierze odwet w wielkim stylu! Recenzja StarCraft II: Heart of the Swarm

Klasyczny RTS, w którym to gracz jest najważniejszy

Nowy Starcraft to przede wszystkim nowa kampania. Blizzard tym razem dostarczył nam 27 misji (20 normalnych +7 krótkich misji ewolucyjnych), w których poprowadzimy Zergi (z drobnymi wyjątkami) przeciwko wrogim armiom. A te będą bardzo zróżnicowane, bo nie przyjdzie nam tylko pacyfikować Terran, ale też protossów, a nawet zbuntowane szczepy naszych pobratymców. Każda misja jest inna, choć można tutaj wyczuć, że skonstruowano je według podobnego schematu co w Wings of Liberty. [pull_quote_right]Każda misja jest inna, choć można tutaj wyczuć, że skonstruowano je według podobnego schematu co w Wings of Liberty.[/pull_quote_right] Będziemy zatem zbierać po mapie specjalne przedmioty, by uprzedzić rywala, bronić się przed atakami nieprzyjaciół, niszczyć określone budynki czy toczyć walkę z czasem. Wszystko to sprawia, że kampania nawet przez sekundę nie staje się monotonna i nie nudzi. Wisienką na torcie są zaś osiągnięcia, które możemy zdobyć w każdej bitwie. Niestety odnoszą się ona tylko i wyłącznie do normalnego stopnia trudności. A skoro o trudności mowa, to zauważyłem, ze sama kampania nie należy do szczególnie wymagających. Nie wiem czy jest to spowodowane obecnością Kerrigan na polu bitwy w większości z nich czy może pewnymi ustępstwami na jakie poszedł Blizzard by uczynić grę przystępniejszą dla wszystkich. Faktem jest jednak, że nawet wysoki poziom trudno nie wyciśnie z nas ostatnich soków, jak działo się w poprzedniej odsłonie.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/StarCraft-II-Heart-of-the-Swarm-9.jpg” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Zgadnijcie kto jest najpotężniejszą jednostką w grze.”]

Ciekawym urozmaiceniem są misje z bossami. Starcraft II: Heart of The Swarm zyskał przez to trochę charakteru znanego dotychczas m.in. z takich produkcji jak DOTA. Oto bowiem, mając do dyspozycji Kerrigan i kilka jednostek musimy pokonać potężnego stwora o wielu specjalnych umiejętnościach i długim pasku życia. Chyba nie muszę dodawać, że szaleńczy atak bez żadnej taktyki jest tutaj z góry skazany na niepowodzenie?

Jak już wspomniałem przez większość zabawy będziemy mieli do dyspozycji jednostkę Kerrigan. Jest to niewątpliwie najpotężniejsza postać na mapie, a wraz z kolejnymi misjami staje się jeszcze potężniejsza. O tym na szczęście decydujemy sami, wybierając z puli specjalne umiejętności dla naszej bohaterki. Część z nich jest aktywna i przydaje się do eksterminacji nieprzyjaciół, zaś inne (jak chociażby tworzenie dwóch robotnic z jednego jaja) działają pasywnie, czyli są nieustannie włączone. Ścieżka rozwoju Królowej Ostrzy obfituje w interesujące pozycje, które dają nam ogromną przewagę nad komputerowymi przeciwnikami. Widać to na polu bitwy – za pomocą tej jednej postaci możemy zniszczyć całą armię, a w końcowej części Kerrigan służyła mi do demolowania nawet silnie chronionych baz.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/StarCraft-II-Heart-of-the-Swarm-10.jpg” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Podstawą wygranej jest ekonomia, czyli minerały i wespan.”]

Ale nie tylko Sara Kerrigan staje się potężniejsza wraz z rozwojem fabuły. Ewoluować (dosłownie) będą też nasze jednostki. W przypadku każdej z nich do dyspozycji oddano nam trzy specjalne umiejętności, które możemy dowolną liczbę razy zmieniać między poszczególnymi misjami. [pull_quote_left]Dodatkowo od czasu do czasu przyjdzie nam wykonywać wspomniane misje ewolucyjne, po których do dyspozycji otrzymamy dwie specjalne modyfikacje dla danej jednostki.[/pull_quote_left] Dodatkowo od czasu do czasu przyjdzie nam wykonywać wspomniane misje ewolucyjne, po których do dyspozycji otrzymamy dwie specjalne modyfikacje dla danej jednostki. Przykładowo jedna wersja ultraliska może atakować okoliczne skupiska przeciwników duszącą chmurą, a druga po śmierci przekształca się w kokon i odradza po upływie kilkunastu sekund. Taki wyborów czeka nas całkiem sporo, co w znaczącym stopniu wpłynie też na taktykę, którą obierzemy potem podczas walki. Dzięki nim mamy też dodatkową motywację, by z czasem rozegrać kampanię ponownie i wypróbować inne opcje ewolucyjne.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/StarCraft-II-Heart-of-the-Swarm-2.jpg” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Walki z bossami to ciekawe urozmaicenie.”]

Sam gameplay nie uległ większym zmianom. W dalszym ciągu jest to do bólu klasyczny RTS ze zróżnicowanymi jednostkami i dużym naciskiem na umiejętności gracza. W Heart of the Swarm zobaczymy jednak kilka nowych jednostek. [pull_quote_right]Nowości najmocniej odczują miłośnicy zabawy wieloosobowej. Na szczęście Blizzard dobrze je przemyślał i nie zaburzył balansu rozgrywki.[/pull_quote_right] Zergi otrzymały dwie: Żmija i Nosiciela Roju. Obie cechują się czymś unikatowy. Żmij to latający stwór, który specjalną macką przyciąga jednostki wroga do siebie, a Nosiciel Roju pełni funkcję swego rodzaju artylerii – po okopaniu wysyła na pobliskich przeciwników szarańczę. Nowości znajdziemy też u Protossów. Wyrocznia to szybki zwiadowca, który jednak może napsuć przeciwnikom krwi, eliminując lekkie jednostki, zaś Orkan dysponuje ogromnym zasięgiem i dużą siłą ognia, choć idącą w parze z niską częstotliwością wystrzałów. Potężną jednostką jest też Rdzeń statku-matki, który intensywnie wykorzystuje energię do rażenia nieprzyjaciół. Nieco po macoszemu potraktowano Terran, u których wprowadzono tylko Wdowią Minę, czyli niewidoczną pułapkę ostrzeliwująca nieprzyjaciół rakietami. Prócz tego dodatkową formę otrzymał Piekielnik, który teraz może przekształcić się w ciężkozbrojnego piechura z miotaczem ognia. Nowości najmocniej odczują miłośnicy zabawy wieloosobowej. Na szczęście Blizzard dobrze je przemyślał i nie zaburzył balansu rozgrywki.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/StarCraft-II-Heart-of-the-Swarm-1.jpg” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Infektory to nie jedyne jednostki Zergów, które mogą wprowadzić dużo zamętu w szeregach wroga mimo, że same nie walczą.”]

Zresztą multiplayer to sam w sobie bardzo obszerny temat. W Starcraft II: Heart of The Swarm Blizzard wprowadził do tego elementu szereg usprawnień, które przede wszystkim są ukłonem w kierunku nowych graczy. Przede wszystkim zmianom poddano interfejs, który wydaje się teraz nieco przystępniejszy. Gracze mogą skupiać się w klanach oraz grupach, zawiązywać znajomości oraz zdobywać specjalne nagrody za awanse na kolejne poziomy doświadczenia. Same poziomy pozwalają też na umiejętne dobieranie przeciwników, co zapobiegnie zniechęcaniu się nowicjuszy po paśmie porażek w rywalizacji ze znacznie bardziej zaawansowanymi graczami. Multiplayer to ciągle jedna z najmocniejszych stron Starcrafta II. Graczy nieustannie przybywa, społeczność jest szalenie aktywna, a profesjonalne ligi cieszą się rosnącą popularnością.

Zobacz również
Szybko, ale nie tak znowu wściekle. Recenzja Need for Speed: Most Wanted