Recenzja Giana Sisters: Twisted Dreams. Tak ładnej platformówki jeszcze nie widziałem

Ostatni raz intensywnie w platformówki zagrywałem się na mojej konsoli Sega Mega Drive. Potem przyszedł okres stagnacji przerywany przez mniej lub bardziej wybitne produkcje typu Shank lub Trine. Powiedzmy sobie szczerze – ten gatunek gier wpadł już raczej w niszę i bez mocnego tąpnięcia trudno na nim zarobić. Czy takim tąpnięciem jest Giana Sisters: Twisted Dreams? Jednego możecie być pewni – to platformówka, od której ciężko oderwać wzrok. Po więcej zapraszam do lektury mojej recenzji.

Pierwsza część serii, zatytułowana The Great Giana Sisters pojawiła się w roku 1987 i była odpowiedzią (a właściwie kopią…) na popularnego wówczas Maria. Gra szybko podbiła serca graczy na Amigach, Commodore 64 czy Atari ST. Od tamtego czasu jednak słuch po niej zaginął i kontynuacji się nigdy nie doczekaliśmy – aż do teraz. Początki sequela kultowej produkcji, czyli Giana Sisters: Twisted Dreams miały miejsce na Kickstarterze. To tam studio Black Forest Games zdołało uzbierać 187 tys. dolarów na przygotowanie nowej gry. Czy spełnili oczekiwania graczy?

[youtube id=”zK27ZnOG5Vs” width=”590″ height=”350″ align=”center” caption=”Zwiastun przygotowany przez CDP.pl – polskiego wydawcę.”]

W naszym kraju grę wydaje CDP.pl. Za polską wersję językową zapłacimy niewiele, bo zaledwie 45 zł. Pytanie brzmi, czy recenzowany produkt nie jest tylko odgrzewanym kotletem w nowej oprawie. Chociaż nawet jeśli by było, to ta oprawa sama w sobie zasługuje na wielkie brawa. Ale zacznijmy od początku.

[tabs] [tab title=”Wymagania sprzętowe”]

  • Procesor Intel Core 2 Duo 2.8 GHz lub AMD Athlon II X2 2.8 GHz,
  • 2 GB RAM (3 GB RAM dla systemów Vista/7/8)
  • karta grafiki z shader level SM 3.0 (Nvidia GeForce 6800 lub ATI X1800 XT)
  • 3,3 GB na HDD

[/tab]

[tab title=”Informacje”]

  • Producent: Black Forest Games
  • Wydawca: Black Forest Games
  • Wydawca w Polsce: CDP.pl/CD Projekt
  • Światowa data premiery: 23 października 2012 r.
  • Polska data premiery: 8 listopada 2012 r.
  • Ograniczenia wiekowe: brak

[/tab] [/tabs]

Skok, skok, bieg, skok, bieg, skok

Giana Sisters: Twisted Dreams to platformówka w pełnym tego słowa znaczeniu. W przeciwieństwie do innych gier tego nutu, które miały swoje premiery w ostatnich latach, nie próbowano na siłę tutaj wciskać żadnych zbędnych dodatków. Jak się za chwilę okaże, ma to swoje dobre i złe strony. Przyjdzie nam zatem zmierzyć się z tytułem, który pod wieloma względami nawiązuje do klasyki, co z pewnością docenią miłośnicy pierwszej części.

Dostępnych mamy kilka trybów gry. Poza klasycznym do dyspozycji oddano możliwość zmierzenia się z czasem oraz rywalizacji na punkty. Ponadto Giana Sisters: Twisted Dreams oferuje też tryby dla hardkorów, gdzie po przegranej wracamy na sam początek planszy lub (o zgrozo!) gry.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/12/Giana-Sisters-Twisted-Dreams-plansze.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”W tej grze wszystko jest ładne – nawet ekran wyboru plansz.”]

Po uruchomieniu gry, będziemy świadkami krótkiej scenki, która ma nas wprowadzić w fabułę. Oto bowiem dwie siostry Giana i Maria trafiają całkiem przypadkiem do fantastycznej, baśniowej krainy. Niestety jedną z sióstr porywa spasiony i zły do szpiku kości (a jakżeby inaczej) smok. Giana rusza zatem na ratunek, przez co będzie musiała zmierzyć się z niebezpieczeństwami tutaj na nią czyhającymi. Fabuła jak widać jest do bólu prosta i odnosi się trochę do klasyki (w końcu Mario też szukał księżniczki porwanej przez smoka). W platformówkach nigdy i fabułę nie chodziło, więc właściwie piszę o niej jedynie dla formalności.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/12/Giana-Sisters-Twisted-Dreams-cukierkowaty-las.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Z początku często będziemy oglądać tablice ze wskazówkami.”]

Prawdziwą esencją i tym, co daje nam tutaj frajdę jest w końcu gameplay! Chciałbym już tutaj zacząć się rozpływać nad przepiękną grafiką, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Zapewne wszyscy się domyślają, że Giana, aby przetrwać w baśniowym świecie, będzie musiała skakać, pływać, wspinać się i wykonywać szereg innych czynności, byleby tylko nie wpaść do „brudnej” wody lub na jakiegoś niewinnie wyglądającego (pozornie) stworka. Mogę Wam zagwarantować, ze atrakcji jest tutaj co nie miara – począwszy od klasyków, jak ruchome platformy, a na zupełnie wykręconym podróżowaniu w bańce powietrza czy wydmuchującym powietrze pionowym korytarzu. [pull_quote_left]Twórcy zadbali o to, żebyśmy szybko nie popadli w rutynę, więc plansze są bardzo mocno zróżnicowane.[/pull_quote_left] Twórcy zadbali o to, żebyśmy szybko nie popadli w rutynę, więc plansze są bardzo mocno zróżnicowane. Na każdej z nich znajdziemy tony diamentów w różnych kolorach, których zbieranie pozwoli nam odblokować plansze z bossami. A żeby pokonać tych ostatnich będzie trzeba się wykazać niemałym sprytem i kreatywnością.

Oryginalnym rozwiązaniem, które twórcy wprowadzili do Giana Sisters: Twisted Dreams, jest system dwóch światów. Nasza główna bohaterka ma bowiem dwa oblicza – drobną blondynkę potrafiącą przez krótki czas dryfować w powietrzu i czerwonowłosą buntowniczkę zamieniającą się w ognistą kulę (porównanie z Soniciem jest tutaj jak najbardziej na miejscu). Gracz może płynnie, za pomocą jednego przycisku, przełączać się między tymi postaciami, co jest wręcz konieczne, żeby w ogóle przejść planszę. Część kryształów i miejsc jest bowiem dostępna tylko dla jednej z tych form. Nierzadko też będziemy musieli płynnie lawirować między nimi, żeby wykorzystać umiejętności jednej i drugiej. Co jednak najciekawsze, wraz z naszymi bohaterkami zmianom będzie ulegał też cały świat wokół. W oczach blondynki będzie on mroczny, wrogo nastawiony i wręcz odrażający, a u buntowniczki – do bólu cukierkowaty i kiczowaty. W pierwszym będziemy zatem eliminować m.in. ponure diabliki, żeby w drugim natrafić na… puchate kurczaki.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/12/Giana-Sisters-Twisted-Dreams-w-zamku.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Każdą lokację wykonano starannie z dbałością o szczegóły.”]

Niestety właśnie w tym zamyka się cały gameplay Giana Sisters: Twisted Dreams. Nie znajdziemy tutaj zagadek logicznych, ani tym bardziej dodatkowych atrakcji w postaci nowych zdolności czy zwrotów akcji. [pull_quote_right]To, na jak długo Giana Sisters: Twisted Dreams przykuje Was do monitora jest w głównej mierze zależne od liczby platformówek, z którymi mieliście wcześniej do czynienia.[/pull_quote_right] Ta gra to klasyka sama w sobie i właśnie tutaj daje się we znaki druga strona medalu, bo po jakimś czasie staje się zwyczajnie nudna. To, na jak długo Giana Sisters: Twisted Dreams przykuje Was do monitora jest w głównej mierze zależne od liczby platformówek, z którymi mieliście wcześniej do czynienia. Im było ich więcej, tym szybciej poczujecie, że gracie w produkcję pod wieloma względami wtórną. Trzeba jednak powiedzieć sobie jasno – Black Forest Games ani razu nie wspominało o rewolucji, opisując grę na Kickstarterze. Od początku do końca miała to być gra s tylu retro ubrana w nowoczesne szaty i słowa dotrzymano.

Zobacz również
Recenzja Chivalry: Medieval Warfare. Siecz i rąb przez sieć