Są takie gry, których idea jest prosta jak budowa cepa, a mimo to dostarczają ogrom frajdy i cieszą jak mało co. Jeśli chodzi o mnie, zawsze zaliczyłem do nich niebanalną produkcję Orcs Must Die, czyli sympatyczny slasher utrzymany w konwencji tower defense. Po sukcesie części pierwszej twórcy wypuścili dwójkę i… trochę spartolili sprawę. Dlaczego? Zapraszam do lektury mojej recenzji.

Pierwsza odsłona Orcs Must Die była niemalże idealnym połączeniem beztroskiego siekania i rąbania z bardzo popularnym wówczas nurtem tower defense (czyli zrób wszystko, żeby przeciwniki nie dotarł do określonego miejsca). Na tle innych tego typu produkcji jak chociażby Dungeon Defenders, Orkowie wyróżniali się specyficznym humorem, barwną postacią głównego bohatera i potężnym arsenałem wymyślnych narzędzi terroru, które spędzały naszym przeciwnikom sen z powiek (a nierzadko i o wiele więcej). Mechanika gry była banalnie prosta. Jako wczesny adept magii stawaliśmy przed portalem, z którego lada moment wyleją się hordy orków. Nasze zadanie to oczywiście udaremnienie im zdobycia naszej fortecy i tym samym inwazji na całą (zapewne mlekiem i miodem płynącą) krainę. I to wystarczyło, żeby podbić serca graczy na całym świecie. Kwestią czasu było zatem przygotowanie sequela.

[youtube id=”b9NYR5KT8lI” width=”590″ height=”350″ align=”center” caption=”Premierowy trailer gry”]

Warto przy okazji tutaj zaznaczyć, że druga odsłona serii została wydana tylko w wersji na PC. Jest to o tyle dziwne, gdyż z jedynki czerpać radość mogli również posiadacze Xboksów. Decyzja co najmniej dziwna, zważywszy na fakt, że to właśnie z pecetów się częściej rezygnuje ze względu na wysoki poziom piractwa, a nie na odwrót. Tak czy inaczej w Orcs Must Die 2 pograją tylko komputerowcy, a posiadacze konsol muszą obejść się smakiem.

Studio Robot Entertainment tylko może się Wam wydawać całkiem nieznaną firmą. W rzeczywistości jednak Ci Panowie mają na swoim koncie (jako Ensemble Studios) m.in. serię Age of Empires , święcącą swego czasu ogromne sukcesy. Do samego końca byłem przekonany, że nie potraktują po macoszemu Orcs Must Die 2 i dostarczą nam kolejną porcję oryginalnych pomysłów i rozwiązań. Z pozoru tak miało być, bo zapowiadało się na to, że wszystkiego będzie dwa razy więcej – bohaterów, pułapek, a także samych orków (jakby już w jedynce nam ich brakowało). I tutaj zaczęły się pierwsze schody. Zacznijmy jednak od początku.