Recenzja Orcs Must Die 2. Orkowie jeszcze nie wyginęli!

Dawno, dawno temu…

…żył nieporadny czarownik (a właściwie uczeń czarownika), który wskutek splotu wydarzeń i ogromnego szczęścia uratował świat przed inwazją orków (i innego tałatajstwa). Niestety wybawcę nieszczególnie doceniono za jego zasługi wskutek czego (z braku roboty) przebranżowił się i został… górnikiem. Tak się złożyło, że w tym samym czasie w zupełnie innym miejscu pewna urokliwa czarodziejka miała ze wspomnianymi kreaturami niekoniecznie mały problem. Jak to w legendach (tudzież naciąganych fabułach gier) bywa, losy tych dwojga skrzyżowały się. Nie było jednak czasu na miłosne harce, ani wieczorki zapoznawcze, bo owa piękność przyciągnęła za sobą nowe hordy kreatur. Jeśli opuszczą one kopalnie zarządzane przez naszego eks-czarodzieja, świat pogrąży się w chaosie (albo będzie przynajmniej nieco bardziej zielony niż teraz).

Tak pokrótce można opisać fabułę Orcs Must Die 2. Nie jest to majstersztyk, ale w tym przypadku nie ma to najmniejszego znaczenia, bo i tak przyjdzie nam rąbać, siekać i smażyć – bez nawet chwili na rozterki moralne czy też rozmyślania nad marną i jakże krótką egzystencją naszych zielonych nieprzyjaciół.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/09/OrcsMustDie2-2012-09-08-23-06-21-12.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Ekran wyboru postaci”]

Do dyspozycji tym razem oddano nam dwójkę bohaterów. Stary dobry znajomym czarodziej z pierwszej części, teraz występuje w roli wspomnianego górnika. Tymczasem u jego boku zobaczymy animowaną piękność, która rozmiarem ust śmiało mogłaby rywalizować z Angeliną Jolie. W trakcie gry postacie będą mogły się rozwijać i przybierać nowe, bardziej spektakularne formy oraz dzierżyć potężniejszy oręż. Wszystko zależy tutaj od gracza, który może decydować, na jakie ulepszenia wyda będące nagrodą za udane potyczki z orkami czaszki. Domyślnie na początku gry górnik będzie pruł do zielonych nieprzyjaciół ze strzelby, a czarodziejka siała zamęt niepozorną aczkolwiek bardzo skuteczną różdżką.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/09/OrcsMustDie2-2012-09-08-23-08-36-32.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Ponętna czarodziejka w akcji”]

Dwójka bohaterów to oczywiście szereg nowych możliwości w prowadzeniu rozgrywki. Otrzymaliśmy zatem tryb kooperacji, w którym wraz ze znajomym (lub znajomą) damy nauczkę wstrętnym orkom i raz na zawsze wykurzymy ich tam, skąd przyszły. Modyfikacji musiały ulec zatem wszystkie plansze. Teraz do obstawienia mamy więcej niż jeden portal, z którego wyłażą stwory. Jeżeli gramy w parze, nie będzie to stanowiło problemu, bo każdy gracz obstawi własną stronę, a możliwe wówczas połączenia różnych pułapek dają niesamowity efekt. Niestety w ten sposób gra kompletnie straciła urok podczas gry w pojedynkę. Teraz, żeby siekać i rąbać orków trzeba popisać się umiejętnością szybkiego biegania z jednej strony planszy na drugą. W zasadzie bardzo często łapałem się na tym, że częściej przemierzałem kopalnie, ścigając niedobitki, niż faktycznie uczestniczyłem w starciu. Odbiera to trochę magię, która tak mocno przykuwała w części pierwszej. Optymalnym rozwiązaniem byłoby zatem przygotowanie oddzielnego zestawu aren, co oznaczałoby podwójną pracę dla twórców. Nic dziwnego, że nie chcieli się jej podjąć, upierając się, że w ten sposób dwójka będzie oryginalniejsza.

Zobacz również
Recenzja Sniper: Ghost Warrior 2, sequela popularnego polskiego FPS-a