Co wyjdzie, kiedy do jednego gara wrzucimy Księcia Persji, Jeźdźca Apokalipsy i zalejemy to solidną dawką elementów RPG? Gdyby ktoś mi podsunął ten pomysł wcześniej, odpowiedziałbym, że coś pomiędzy ciężkostrawną breją, a papką służącą do straszenia niegrzecznych dzieci. Okazuje się jednak, że w Darksiders II te wszystkie elementy połączono. Wasze obawy są jak najbardziej słuszne. Nie zdziwi mnie też kilka soczystych przekleństw z ust wszystkich tych, których urzekła część pierwsza. Ale nie wyciągajmy pochopnych wniosków! Najpierw recenzja.

Jeśli chodzi o serię Darksiders, autorytetem nie jestem. Pierwsza odsłona nieszczególnie mnie przekonała, choć trzeba przyznać, że zebrała bardzo pochlebne opinie wśród recenzentów oraz graczy. Jak to zatem w świecie gier komputerowych i konsolowych bywa, kontynuacja była jedynie kwestią czasu.

Wydana w 2010 roku produkcja studia Vigil Games była dość trudna do jednoznacznego sklasyfikowania. Podobnie jest i tym razem, z tym, że zamiast finezyjnego połączenia slashera z zagadkami logicznymi dostajemy slashera z akrobacjami, zagadkami logicznymi i rozbudowanymi elementami RPG. Twórcy poszli więc na całość. Przekonajmy się, czy Darksiders II wyszło to na dobre.

 

 Nowy bohater, nowy gameplay, nowa historia

Wbrew temu co można było przypuszczać w Darksiders II nie poprowadzimy Wojny, tego z Jeźdźców Apokalipsy, który narobił tyle zamętu w części pierwszej, doprowadzając m.in. do przedwczesnego armagedonu. Konsekwencją tych czynów były solidne tarapaty perspektywa skazania na wieczne potępienie przez Radę Spopielonych. Wskutek tego do akcji wkracza Ponury Żniwiarz, czyli Śmierć we własnej osobie. Przekonany o niewinności swojego brata nasz bohater zrobi wszystko, żeby tego dowieść, co oczywiście przysporzy mu niemałych kłopotów. Słowem nudzić się nie będziemy. Fabuła Darksiders II jest z pozoru jeszcze bardziej zawiła niż w jedynce, ale w gruncie rzeczy, gdyby odsunąć na bok wszystkie ozdobniki okazuje się niezwykle prosta, a nawet ciut banalna. Niemniej twórcom należą się pochwały za wykreowanie spójnego, oryginalnego oraz wciągającego uniwersum, w którym z pewnością warto napisać jeszcze niejedną historią (a jak wszyscy wiemy jeźdźców było czterech…).

Główny bohater nie jest raczej typem, którego polubimy, ale to chyba nic dziwnego. Jego wypowiedzi są zdawkowe, beznamiętne i pozbawione jakichkolwiek uczuć – jak przystało na Śmierć. Mamy więc do czynienia z postacią mroczną, tajemniczą i neutralną względem wszechświata (nie licząc tych, którzy zaszli jej za skórę). Pewnie wydaje się Wam, że prowadzenie bohatera w czarnym płaszczu z kapturem i kosą w kościstych dłoniach nie jest zbyt widowiskowe? Nic bardziej mylnego. Pan Śmierć w Darksiders II to niezły akrobata, pływak i jeździec (naturalnie). A jakby tego było mało, to mistrzowsko posługuje się dwiema (tak, dwiema!) kosami, wykonując w ten sposób spektakularne kombosy. Zaś gdy sytuacja tego wymaga, korzysta ze swoich mocy, przeobrażając się w Ponurego Żniwiarza i siejąc w ten sposób niewyobrażalny zamęt lub pistoletu o wymownej nazwie Odkupienie. Nie jest zatem tak źle, wręcz przeciwnie.

W trakcie rozgrywki poruszamy się po rozległym świecie (dysponując przy tym mapą krainy, niczym w rasowym RPG), rozwiązując zagadki logiczne, eliminując przeciwników i zdobywając kolejne zadania do wykonania. Towarzyszą nam przy tym dwa poboczni bohaterowie: Rozpacz, czyli mroczy wierzchowiec oraz Proch, kruk wskazujący drogę oraz ukryte skarby. Darksiders II obfituje w elementy akrobatyczne. Będziemy więc często skakać po kolumnach, wdrapywać się na ściany (a także po nich biegać) i wykonywać różne inne, skomplikowane manewry, których nie powstydziłby się sam Książe Persji. Będziemy więc często skakać po kolumnach, wdrapywać się na ściany (a także po nich biegać) i wykonywać różne inne, skomplikowane manewry, których nie powstydziłby się sam Książe Persji. Warto korzystać z tych wszystkich umiejętności, bo na najwytrwalszych czekają dodatkowe strony Księgi Umarłych, artefakty i klejnoty. Sam świat niczym nie przypomina ziemi, na której toczyła się akcja pierwszej części. W Darksiders II areną jest kraina boskich istot obfitując w mityczne budowle, imponujące struktury i ruiny. Spędzimy w niej czasu niemało, bo na przejście całej gry musimy poświęcić około 20 godzin, a to nie wszystko, bo  na zdobycie czekają jeszcze dodatkowe atrakcje, jak strony z Księgi Umarłych. Ponadto po zakończeniu rozgrywki możemy zacząć ją na nowo, ale ze wszystkimi zachowanymi umiejętnościami i przedmiotami. Nie będzie jednak wbrew pozorom lekko, bo wzrośnie też poziom trudności.

Najbardziej niesamowicie prezentuje się jednak walka. Ponury Żniwiarz z niesamowitą precyzją posługuje się swoimi kosami, więc eliminacja przeciwników jest czystą przyjemnością. Podobnie jak w części pierwszej twórcy nie postawili tutaj na hordy kreatur, ale mniejszą liczbę bardziej potężnych przeciwników. Co i rusz przyjdzie nam zatem stoczyć bitwę w bossem, do którego eliminacji przyda się nieszablonowe myślenie i kreatywność. Swoją drogą walki te nie są szczególnie wymagające i można się z nimi uporać bez użycia nawet jednej mikstury leczenia. No ale w takich przypadkach zawsze można rozpocząć grę na wyższym poziomie trudności. Wracając jednak do samych kombinacji ciosów – jeżeli poczujemy się znużeni standardowym zestawem, możemy go rozszerzyć wykupując za złoto nowe.

[youtube id=”E7dxK_N5HQk” width=”590″ height=”350″ align=”center” caption=”Trailer Darksiders II”]

Do pacyfikowania nieprzyjaciół posłużą nam różnorakie bronie. Studio Vigil Games solidnie rozbudowało ten element. Mamy zatem do czynienia ze slotami bagażu, w których umieścimy coraz potężniejsze kosy, młoty, rękawice, pazury, a także szaty, naramienniki, buty, amulety i im podobne. Naturalnie wraz z wyposażaniem bohatera w lepszy ekwipunek będzie się zmieniał jego wygląd. W rezultacie pod koniec rozgrywki wygląda on jak, choć to pewnie złe porównanie, członek ciężkozbrojnej gwardii królewskiej. Co najciekawsze z pozoru bezużyteczne przedmioty, na które natkniemy się w grze też warto podnosić, bo w późniejszej części rozgrywki mogą posłużyć do wzmocnienia specjalnego, opętanego ekwipunku. A to tylko jeden z wielu smaczków, które na nasz czekają w Darksiders II.

Czym byłby jednak RPG bez systemu rozwoju bohatera, prawda? Tego też w Darksiders II nie zabrakło. Wraz ze zdobywaniem kolejnych poziomów doświadczenia będziemy mogli wykupować nowe umiejętności (po jednej na poziom), co pozwoli skuteczniej eliminować nieprzyjaciół lub przyzywać pomagierów, którzy odwalą brudną robotę za nas. Muszę przyznać, że wygląda to bardzo efektownie, gdy przyglądamy się siejącym zamęt ghoulom, które z czasem mogą stać się niezwykle skutecznymi maszynkami do zabijania, rażąc ogniem, eksplodując czy wysysając życie. Bardzo miłym akcentem jest to, że w każdym momencie możemy zresetować wszystkie przydzielone punkty i zrobić to od nowa. Nie ma więc ryzyka, że będziemy się całą grę męczyć przez nieroztropnie wykupione umiejętności.

Żeby jednak nie było, że mamy do czynienia z produkcją idealną, bo tak nie jest. Vigil Games dopakowując Darksiders II tymi wszystkimi elementami rozgrywki zgubiło gdzieś równowagę między walką, akrobacjami a przemierzaniem świata. Darksiders II tymi wszystkimi elementami rozgrywki zgubiło gdzieś równowagę między walką, akrobacjami a przemierzaniem świata. W rezultacie czasem łapałem się na tym, że od pół godziny nie robię nic innego tylko skaczę po schodkach albo jeżdżę na wierzchowcu, co robiło się nieco nużące. Twórcy dali też ciała, przygotowując wersję na PC, w której początkowo nie mogliśmy zmienić żadnych nawet najprostszych ustawień graficznych. Na szczęście wraz z kolejnymi patchami uległo to zmianie.