Starvoid logo

Recenzja gry Starvoid. Czy płatne MOBA ma sens?

Ostatnio moja siostra potrzebowała pomocy, którą zaoferował kolega z akademika. Chłopak jednak nie przyszedł, bo zatrzymały go „ważne mecze w LoL-u”. MOBA uzależnia, to fakt – bardzo łatwo się wkręcić w takie gry. Dlaczego jednak nikt nie uzależnia się od gry Starvoid?

Szczerze mówiąc, byłem niezwykle podekscytowany, gdy Starvoid trafił w moje ręce z przeznaczeniem do recenzji. Ładnie prezentujące się screenshoty i zwiastuny, a do tego opis producenta: „wieloosobowa strategia czasu rzeczywistego opakowana w łatwą do załapania i łatwą do grania strukturę strzelaniny z perspektywy pierwszej osoby” – no po prostu bajka. Już miałem w głowie wizje nieprzespanych nocy i pogorszone stosunki z bliskimi mi osobami. Wtedy włączyłem grę i… „Hop, hop! Jest ktoś tutaj?” – zawołałem, a dźwięczne echo odbijające się od ścian serwera odpowiedziało: „… tutaj, tutaj… aj, aj”.

  • Core 2 Duo 2.4 GHz,
  • 2 GB RAM (3 GB RAM – Vista/7),
  • karta grafiki 512 MB (GeForce 8800 lub lepsza),
  • 3 GB HDD,
  • Windows Vista/7
  • Premiera: 30 sierpnia 2012
  • Cena: 9,99 euro (Steam)
  • Producent: ZEAL Game Studio
  • Wydawca: Paradox Interactive
  • Ograniczenia wiekowe: brak  

Tu wszystko wygląda ładnie…

Istota Starvoida prezentuje się rzeczywiście przyjemne. Dostajemy bowiem grę, która jest połączeniem MOBA i RTS-a, z całkiem niezłą grafiką i oczywiście przeznaczeniem do wieloosobowej rozgrywki po sieci (jak się później okaże – wyłącznie do gry po sieci). Nie okopujemy się w bazie, tylko próbujemy zawładnąć bazą przeciwnika, a mamy to uczynić za pomocą naszej postaci zwanej Commanderem – jak dla mnie, wszystko wygląda podobnie jak w League of Legends.

Commanderów w Starvoid do wyboru mamy czterech, z tym że i tak pragnący prawdziwie wymagającej rozgrywki nie skorzystają z napakowanych w umiejętności postaci oferowanych na starcie, tylko spróbują prawie od zera zbudować swój awatar dostosowując pod siebie jedną z klas: cichego zabójcę, snajpera, żołnierza-demolkę lub inżyniera. Wraz z postępami w grze, możemy za zarobione punkty dokupywać umiejętności i coraz to silniejsze jednostki do przywoływania, na które mamy pięć slotów (każdą, jak w prawdziwym RTS-ie sterujemy oddzielnie). Dalej przechodzimy do rozgrywania meczów w jednym z trzech trybów (te już są bardziej w stylu MOBA), którymi są: team deatmatch, battle i sabotage.

Zasad dwóch pierwszych nie trzeba długo tłumaczyć – deatmatch wygrywa ten, kto sprzątnie z powierzchni ziemi wszystkich przeciwników, a battle polega na zajmowaniu punktów na mapie – interesująco wygląda natomiast trzeci tryb. W sabotage podkładamy bomby pod zasoby przeciwnika – na początku mamy do dyspozycji 10 ładunków, a baza wroga posiada 100 punktów. Najciekawsze jest w tym wszystkim to, że w przypadku zabicia przeciwnika – przejmujemy jego bomby. Nasz potencjał rośnie z sukcesami, a my stajemy się coraz bardziej interesującym celem dla naszych przeciwników, którzy pozbawiając nas życia – zyskają więcej ładunków.

 

Wszystko w Starvoid wygląda pięknie i naprawdę mogłoby zapewnić długie godziny rozrywki. Nie można przyczepić się do wyglądu grafiki, ani napisać niczego złego na temat udźwiękowienia (typowe odgłosy towarzyszące tego typu grom). Arsenał upgrade’ów naszej postaci może być naprawdę szeroki, a w dodatku możemy rozwijać sobie każdą klasę równocześnie i zmieniać ją w trakcie rozgrywki. Więcej opcji pojawia się jeśli zdecydujemy się dokonać mikropłatności, po których będziemy mogli na przykład zmienić wygląd naszego awatara, czy też szybciej zdobyć nowe bronie. Coś tu jednak bardzo nie gra… Przede wszystkim nie grają ludzie…

Zobacz również
Tablet Dual Power 9.7' HD MID9702
Tablety Manty: MID9701 i MID9702 trafiają do sprzedaży