Worms Revolution splash

Recenzja Worms Revolution. Robaki powróciły! Jeszcze bardziej groźne i zabawne

Już od 18 lat wesołe i zabójcze robaki piorą się na śmierć i życie na ekranach naszych komputerów i konsol. Seria w tym czasie zaliczyła kilka wzlotów i upadków, zahaczyła o inne gatunki i zebrała tęgie baty od fanów za przejście na 3D. Studio Team17 w tym roku zapowiedziało nam prawdziwą rewolucję, nazywając kolejną część gry wymownie – Worms Revolution. Czy rzeczywiście nowe robaki są aż tak oryginalne? A jeśli tak, to czy wyszło im to na dobre? Za chwilę się przekonamy!

Dotychczas ostatnią część Worms z 2009 roku zatytułowaną Reloaded wspominam bardzo czule. Twórcy zdecydowali się powrócić do korzeni, czyli dwóch wymiarów, pozostawiając tylko tło w 3D. Dotarliśmy zatem do punktu, w którym Team17 stanęło przed trudnym zadaniem zrobienia gry lepszej od poprzedniczki.Wyszło do grze na dobre i przywróciło dawny urok serii, która w moim odczuciu mocno straciła na dodaniu tego symbolicznego, trzeciego wymiaru. Czasu jednak cofnąć się nie da, tak jak życia poległym w boju robali zresztą. Dotarliśmy zatem do punktu, w którym Team17 stanęło przed trudnym zadaniem zrobienia gry lepszej od poprzedniczki.

Pomysł na Worms Revolution był bardzo prosty – zachowujemy widok z boku oraz model rozgrywki znany, dorzucamy garść nowości i więcej 3D. Jak to wyszło? Czym jest wspomniana „garść nowości”? I najważniejsze – czy mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją?

 

Sir, yesr sir!

Worms Revolution oferuje dobrze znany z poprzednich części system rozgrywki oparty na turach. Nasze robaki na zmianę wykonują poszczególne akcje, które najczęściej zakończone są mniej lub bardziej skutecznym atakiem na przeciwnika (lub wyczerpaniem się limitu czasu). Do dyspozycji mają przy tym oczywiście arsenał wymyślnych broni i siejących zamęt urządzeń. Czy dało się zatem w tym temacie wymyślić cokolwiek rewolucyjnego? Czy skoro model rozgrywki nie uległ zmianie, to czy możemy już to słówko włożyć między bajki? Niekoniecznie.

Największą nowością w Worms Revolution jest podział robaków na klasy. Każda z nich cechuje się innymi umiejętnościami oraz zdolnościami. Do naszej dyspozycji oddano tym samym: żołnierza, strażnika, zwiadowcę i naukowca. Najbardziej powszechnym, zwyczajnym i znanym z poprzednich części typem jest żołnierz. Nie posiada on żadnych nadzwyczajnych cech. Strażnik to natomiast przysadzisty, gruby i bardziej odporny na obrażenia robal, którego ataki są odpowiednio silniejsze i zadają więcej obrażeń. Jego przeciwieństwem jest zwiadowca – nieszczególnie wytrzymały, zadający mniej obrażeń, ale nadzwyczaj szybki, skoczny i zwinny. Ostatnim typem jest naukowiec, który odpowiada za wsparcie drużyny, lecząc po 5 punktów życia na turę sobie i kompanom a także budując lepsze działka i rusztowania.

Nasza mała armia w Worms Revolution może się składać z różnych typów robali, co znacznie zwiększa możliwości jeśli chodzi o planowanie ataku i skutecznej strategii, która odbierze przeciwnikowi wszelkie złudzenia. Niestety w praktyce nie wygląda to już tak kolorowo. Wormsy-specjaliści  to niewątpliwe urozmaicenie, ale nie powiem, żeby jakoś szczególnie wpływały na samą grę. Wormsy-specjaliści  to niewątpliwe urozmaicenie, ale nie powiem, żeby jakoś szczególnie wpływały na samą grę. OK, jest przez to ciekawiej i bardziej oryginalnie, ale na tym koniec. Ponadto warto tutaj zaznaczyć, że na samym początku nie otrzymamy dostępu do wszystkich robaków. Podobnie jak w Worms Reloaded każde zwycięskie starcie w grze wieloosobowej lub kampanii da nam kredyty, za które będziemy mogli kupować nowe robaki i inne akcesoria.

Oczywiście na tym zmian nie koniec. Twórcy wprowadzili do Worms Revolution także specjalne, aktywne przedmioty na planszach, gdzie będziemy toczyć boje. Mogą to być zwykłe akcesoria, których wygląd będzie zależny od wybranej scenerii lub wybuchowe gadżety wywołujące pewne efekty. Przyjmuje się, że zielone po zniszczeniu tworzą chmurę trującego dymu, czerwone rozrzucają wokół napalm, a niebieskie zalewają otoczenie wodą. Ponadto przedmioty mogą tracić przyczepność do podłoża i spadać, fundując w ten sposób szybką (często bezpowrotną) podróż stojącym na nich robalom. Muszę przyznać, że ten aspekt się udał projektantom z Team17. Odpowiednie wykorzystanie specjalnego przedmiotu może odwrócić losy bitwy i wywołać niemałe zamieszanie w szeregach wroga. Ponadto jest to kolejny element, który wzbogaca martwe i statyczne plansze – tego nigdy za wiele.

Wspomniałem wcześniej o wodzie, która jest kolejną nowością w Worms Revolution. Tym razem nasze robale nie będą miały z nią kontaktu tylko po wypadnięciu z planszy. Woda będzie bowiem występowała również na samej arenie działań wojennych. Mogą ją tworzyć same robaki za pomocą nowych broni (pistolet na wodę, powietrzny atak złożony z bomb wodnych) lub specjalne przedmioty po zniszczeniu (o czym wspomniałem wyżej). Jest też możliwość, że zastaniemy ją w pewnych miejscach planszy już od początku starcia. Wbrew temu, co może się wydawać fanom serii, robak w wodzie nie umiera. Wbrew temu, co może się wydawać fanom serii, robak w wodzie nie umiera (choć traci co turę 5 pkt zdrowia). Nie zmienia to jednak faktu, że jest to śmiertelnie groźna broń. Spływająca w dół woda zmiata wszystko na swojej drodze, a jeśli będziemy mieli szczęście to utworzony w ten sposób wodospad znajdzie swój koniec poza planszą pozbawiając w ten sposób życia wormsów, które ze sobą pociągnął. Przyznam szczerze, że zburzyło to początkowo mój światopogląd („Jak to?! Robak w wodzie?!”), ale po pewnym czasie nauczyłem się skuteczie wykorzystywać atuty wody. Muszę przyznać, że jest to jeden z oryginalniejszych i dających ogrom satysfakcji sposobów eliminacji wrogich robaków.

Jak w każdej kolejnej części, tak i w Worms Revolution znajdziemy też nowe bronie, ale nie oczekujcie niczego szczególnego. Ciągle najwięcej frajdy dają sprawdzone rozwiązania, jak Święty Granat, czy Betonowy Osioł. Reszta schodzi zdecydowanie na dalszy plan i to chyba nie ulegnie prędko zmianie. Podobnie jak w poprzednich częściach możemy modyfikować wygląd naszych robali. Dodatków, które w tym celu wykorzystamy zdaje się być jeszcze więcej niż poprzednio. Miłośnicy strojenia robaków będą zatem w siódmym niebie.

More Stories
Recenzja Impire. Strażnik lochów powrócił?