Recenzja Orcs Must Die 2. Orkowie jeszcze nie wyginęli!

Oryginalnie nie jest

No i twórcy się przeliczyli, bo o ile pierwsza plansza wzbudza ciekawość i zmusza nas do odkrywania nowości, o tyle każda kolejna to powtórka sprzed roku (z tym, że musimy się nabiegać, jeśli gramy samodzielnie). Nie znaczy to jednak, że jest nudno. O nie! Zanim się obejrzycie Orcs Must Die 2 wytnie Wam z dnia ładnych kilka godzin. Każda runda jest dynamiczna jak morderczy Rollercoaster, a jeżeli źle obstawimy kopalnie pułapkami zaczyna przypominać jazdę bez trzymanki i zabezpieczeń. Słowem, Orcs Must Die wciąga i przykuwa do monitora, uzależniając od mordowania pokracznych orków.

Nie zmienia to jednak faktów, że to wszystko, co dostajemy w sequelu w odświeżonej formie, gdzieś już widzieliśmy i nie będziemy zaskoczeni, gdy znów rzucą się na nas hordy stworów, ani gdy nasze pułapki przeobrażą ją w martwą hordę stworów. Z drugiej jednak strony, czy można było opracować tutaj coś naprawdę oryginalnego i nie popsuć dotychczasowego modelu, który zebrał tylu fanów? Zapewne wymagałoby to od twórców o wiele więcej wysiłku i nakładów pracy, a przy tym wiązało się z ryzykiem spektakularnego niewypału. Nic dziwnego zatem, że postawiono na sprawdzoną formułę, dopalając ją jedynie paczką nowości i dodatków.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/09/OrcsMustDie2-2012-09-08-23-29-46-17.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Księga naszych morderczych zaklęć i broni”]

Jedną z ciekawszych nowości w Orcs Must Die 2 jest rozbudowana księga zaklęć. Nie tylko znajdziemy tutaj więcej pozycji (w tym m.in. artefakty dające umiejętności pasywne), ale też możliwość ulepszenia każdej. Tym samym nasze pułapki i bronie mogą awansować o kilka poziomów, stają się jeszcze bardziej śmiercionośnymi. Dodatkowo dla każdej przygotowano dwie unikatowe cechy, które skutkują dodatkowym efektem podczas ataku. Jednocześnie możemy aktywować jednak tylko jedną z nich. Jest zatem na co wydawać czaszki, a muszę przyznać, że widok usprawnionej do maksimum pułapki demolującej przeciwników jest bezcenny.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/09/OrcsMustDie2-2012-09-08-23-19-28-06.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Za chwilę banda orków obróci się w popiół”]

Dużym minusem pierwszej części Orcs Must Die było to, że po zakończeniu kampanii gracz nie miał właściwie żadnych innych możliwości cieszenia się grą. W dwójce twórcy wyeliminowali ten problem implementując tryb nieskończoności. Jak nietrudno się domyślić rozgrywka toczy się wówczas aż do śmierci naszego herosa, który musi na jednej planszy stawiać czoło kolejnym, coraz trudniejszym przeciwnikom. Wymaga to dość dużych umiejętności i strategii w rozstawianiu pułapek, bo stworów jest jeszcze więcej niż w kampanii, a przy tym z każdą minutą stają się silniejsze. Widać, że ten tryb dedykowano głównie tym, którzy ukończyli główny wątek zabawy i czują niedosyt.

A skoro przy głównym wątku jesteśmy, Robot Entertainment się nie popisało, bo Orcs Must Die 2 ma tylko 15 plansz. W porównaniu z pierwowzorem, któremu zarzucano przecież, że jest krótki (a miał 24 rundy) to śmiesznie mało. Co prawda, wszyscy posiadacze jedynki będą mogli zagrać jej arenach w części drugiej, ale to nie zmienia faktu, że twórcy się nie popisali. Liczyliśmy nie tylko na więcej, ale też dłużej. A tymczasem najwidoczniej w pewnym momencie zabrakło inwencji w projektowaniu kolejnych pól bitwy. Ratunkiem mógłby być tutaj choćby edytor, za sprawą którego fani szybko by nadrobili zaległości. Niestety o niczym takim w planach Robot Entertainment nie ma mowy.

 

Jest za to ładnie, przyjemnie i beztrosko

Grafika i udźwiękowienie nie uległy zmianie od części pierwszej dostajemy zatem te same bajkowe postacie i towarzyszące im animacje. Wszystko utrzymano w podobnej, humorystycznej oraz bajkowej tonacji. Natomiast w tle jak zwykle unoszą się przezabawne pojękiwania i odgłosy orków. Wygląda zatem, że i tutaj twórcy poszli po linii najmniejszego oporu, stawiając na sprawdzone rozwiązania. Nie powiem, że to źle, ale od sequela raczej wymaga się usprawnień w grafice, nowej ścieżki dźwiękowej i efektów. Tutaj tego nie znajdziemy.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2012/09/OrcsMustDie2-2012-09-08-23-31-40-87.png” align=”center” width=”590″ height=”250″ caption=”Gdzieś już to widzieliśmy…”]

W zasadzie Orcs Must Die 2 sprawia w rezultacie wrażenie, jakby nie było częścią drugą, a dodatkiem do pierwowzoru. Trochę szkoda, bo pozwala to odczuć, że zostaliśmy naciągnięci na kupno czegoś tylko z nazwy nowego. W rzeczywistości jednak pod względem audiowizualnym nie zmieniło się nic.

Zobacz również
Recenzja DMC: Devil May Cry. Tak się powinno restartować serię!