Recenzja Sniper: Ghost Warrior 2, sequela popularnego polskiego FPS-a

Strzelanie do kukiełek

Jak na snajpera przystało w trakcie rozgrywki nie będziemy się rozstawali z karabinem. Właściwie od początku do końca gra wymusza na nas korzystanie z tego typu broni. Zapomnijcie zatem o jakichkolwiek krytycznych momentach, w których receptą na wszelkie zło okaże się seria z karabinku M4A1. Tutaj bowiem takiego nie uświadczymy – chyba, że na własnej skórze, bo wrogowie nie mają przed tym żadnych oporów. Najwidoczniej jednak strzelcowi wyborowemu nie przystoi przeszukiwanie zwłok i korzystanie z uzbrojenia wroga. Chcecie odmiany? W kaburze znajdziecie jeszcze pistolet z tłumikiem i nóż. Trochę skromnie, nawet jeśli dodamy do tego karabiny snajperskie znajdowane w trakcie misji.

Rozgrywka w Sniper: Ghost Warrior 2 bazuje najczęściej na jednym schemacie. Nasz zwiadowca (spotter) przebija się cichaczem przez linie wroga, a my, po zajęciu dogodnej pozycji, eliminujemy wskazane cele. Przy czym trzeba tutaj zaznaczyć, że nie robimy tego swobodnie tylko według określonej, narzuconej z góry kolejności. Wyjście poza schemat? Najczęściej kończy się katastrofą, w którego Anderson kończy z kulką (a oto nie trudno, bo nasz bohater jest bardzo podatny na obrażenia), a wszystkie skrypty i AI wokół szaleją (dosłownie). Jeżeli mi nie wierzycie, wypróbujcie to sami i przez chwilę spróbujcie działać „po swojemu”. Festiwal błędów w sztucznej inteligencji, jaki wtedy zobaczycie może przejść wszelkie możliwe granice.

Nie zmienia to jednak faktu, że w stosunku do jedynki AI nieprzyjaciół w Sniper: Ghost Warrior 2 nieco się poprawiło. Ciągle jest fatalne, bo trudno oczekiwać jakiś bardziej zmyślnych działań niż ukrywanie się za z góry określonymi zasłonami. Nie zmienia to jednak faktu, że w stosunku do jedynki AI nieprzyjaciół w Sniper: Ghost Warrior 2 nieco się poprawiło. Przynajmniej jednak nie jesteśmy świadkami rażących błędów (z pewnymi wyjątkami, m.in. tym wyżej), ani nieprzyjaciół o sokolim oku.

Misje są przy tym niesamowicie liniowe. W trakcie zabawy jesteśmy prowadzeni wręcz po sznurku od punktu A do punktu B. Tam eliminujemy ewentualnych przeciwników i ruszamy do punktu C. Zanim dojdziemy do końca alfabetu, usypiamy z głową na klawiaturze. No dobra, może aż tak tragicznie nie jest, ale na dłuższą metę ta liniowość daje mocno w kość i zaczyna korci nas, by zrobić cokolwiek wykraczającego poza schemat.

Na szczęście kluczowy w Sniper: Ghost Warrior 2 element, czyli polowanie z lunetą przy oku, nie został skopany. Strzały ciągle dają ogrom satysfakcji, zwłaszcza gdy uda się nam „urwać” pięknego „headshota”, któremu towarzyszy kamera śledząca tor lotu pocisku (Bullet-Cam) i efektownie ukazująca rezultat naszych działań. Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy podniesiemy poprzeczkę. Wówczas trzeba kombinować, by nie dać się zaskoczyć grawitacji oraz powiewom wiatru. Na najłatwiejszym poziomie trudności nie będziemy mieli zbyt wielu wyzwań, bo punkt trafienia kuli jest pokazywany przez czerwony celownik. Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy podniesiemy poprzeczkę. Wówczas trzeba kombinować, by nie dać się zaskoczyć grawitacji oraz powiewom wiatru. Chyba nie muszę dodawać ile radości i satysfakcji daje takie trafienie?

Nie da się ukryć, ze charakter rozgrywki w Sniper: Ghost Warrior 2 mocno bazuje na tym, co rzeczywiście robią snajperzy. Twórcy tym razem mocno postawili na odwzorowanie tych działań (choć bez zbędnego zagłębiania się w meandry taktyki i wojskowości). Z jednej strony to zaleta, bo naprawdę czujemy się niczym strzelec wyborowy za linią wroga. Jednak po pewnym czasie zaczyna to nam doskwierać i aż prosi się, by złapać leżącą nieopodal broń maszynową i posłać w diabły otaczających nas przeciwników. Szkoda, ze twórcy całkowicie nas tego pozbawili – w umiarkowanych ilościach dynamiczna akcja by mocno urozmaiciła zabawę.

Nie mogło zabraknąć też trybu wieloosobowego. Miałem nadzieję, że okaże się on przyjemną odskocznią od tej liniowości i zaproponuje mi coś nietuzinkowego. Nic z tego. Twórcy zaserwowali tutaj zaledwie 2 (słownie – dwie) mapy o zbliżonej strukturze, a na nich osadzili 12 snajperów podzielonych na dwie drużyny. To nie mogło się udać…

To zaskakujące, bo multiplayer w Sniper: Ghost Warrior 2 szybko okazuje się równie schematyczny co kampania. W praktyce mamy bowiem tutaj do dyspozycji właściwie tylko jedną czynność – czyhanie na przeciwników. Szkoda, że nie wdrożono modelu z kampanii i nie podzielono graczy na funkcje. Gdyby stanęły naprzeciw siebie zespoły złożone ze zwiadowców i strzelców wyborowych, rozgrywka byłaby znacznie ciekawsza. Co ciekawe, w grze znajdziemy też tryb gry po sieci lokalnej. Jak dla mnie to niewątpliwa zaleta – dziś w FPS-ach to rzadkość. Duży plus dla CI Games, nawet mimo to, że multiplayer leży po całości.

More Stories
Test tabletu Ferguson Regent TV8. Telewizja DVB-T bardzo mobilna