Recenzja Dead Island Riptide. Przyjemność nieumarła

Dead Island to najbardziej znana polska marka w świecie gier komputerowych. Produkcja ta sprzedała się łącznie w większej liczbie egzemplarzy niż Wiedźmin, co było z całą pewnością niebywałym sukcesem Techlandu i powodem by stworzyć część drugą. Do Dead Island Riptide podszedłem bardzo ostrożnie – nie wiadomo, co mogło się czaić w pudełku z płytą. Na szczęście żadnych żywych trupów nie uświadczyłem, więc ze spokojem mogłem przystąpić do recenzji. Spokój nie trwał jednak długo…

Pierwsza odsłona Dead Island nie przykuła mnie na długo do monitora. Przyznaję, że znużyło mnie nieustanne przemierzanie wyspy wzdłuż i wszerz, naprawianie szybko niszczących się broni i odradzające się na każdym kroku zombie. Wiele zatem sobie obiecywałem bo Riptide – w końcu Techland z całą pewnością chciał zaserwować produkt lepszy i pozbawiony wad poprzednika (a tych było kilka – mimo bardzo pochlebnych ocen wśród graczy i recenzentów. Postanowiłem zatem dać „martwej wyspie” jeszcze jedną szansę i zanurzyć się w tropikalnym raju pełnym nieumarłych.

[youtube id=”IHKUK9A0qF8″ width=”590″ height=”350″ align=”center” caption=”Premierowy trailer Dead Island Riptide”]

Od razu na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie jest to druga część serii Dead Island sensu stricto. Techland stworzył po prostu coś w rodzaju wersji 1,5, w której dostaniemy trochę nowości, ale nie kompletnie inną odsłonę sagi. Tak też postanowiłem interpretować Dead Island Riptide. Nie można mieć zbyt wygórowanych oczekiwań w stosunku do produkcji, która nie aspiruje do miana sequela.

[tabs] [tab title=”Wymagania sprzętowe”]

  • System operacyjny: Windows XP, Windows Vista, 7, 8 (32-bit/64-bit),
  • Procesor (CPU):  Intel Core 2 Duo 2,2 GHz lub lepszy,
  • Pamięć RAM: 1 GB,
  • Karta graficzna: NVidia 8600GT, AMD Radeon HD 2600 z 512 MB pamięci lub lepsza,
  • 2 GB miejsca na dysku twardym.

[/tab]

[tab title=”Informacje”]

  • Światowa data premiery: 23 kwietnia 2013
  • Polska data premiery: 26 kwietnia 2013
  • Producent: Techland
  • Wydawca: Deep Silver
  • Polski wydawca: Techland
  • Ograniczenie wiekowe: 18+

[/tab] [/tabs]

 

Nowa wyspa, te same zombie

Fabuła Dead Island Riptide rozpoczyna się właściwie w tym samym miejscu, w którym zakończyła się historia pierwszej odsłony. Grupa bohaterów, którzy nie wiedzieć czemu są uodpornieni na działanie śmiercionośnego wirusa wreszcie ucieka z wyspy, by trafić na dryfujący nieopodal krążownik armii. Szybko się okazuje, że wdepnęli… jak śliwka w kompot, bo zamiast do domu trafiają do laboratorium, gdzie bada się ich układ immunologiczny. Jak to jednak ze krążownikami wojskowymi bywa, zostają zaatakowane przez zombie, a następnie rozbijają się o skały. Oczywiście naszym bohaterom nic się złego nie przytrafi (no, prawie…) i będą mogli przystąpić do kolejnej desperackiej próby ucieczki – tym razem z bagnistej wyspy Palanai.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/Dead-Island-Riptide-3.jpg” align=”center” width=”590″ height=”350″ caption=”Zabawę zaczynamy na wojskowym statku.”]

Opowiedziana w Dead Island Riptide historia sprowadza się do tych samych schematów, z którymi mieliśmy do czynienia wcześniej. Ciągle mamy do czynienia z hordami zombie, ciągle przemierzamy rajską wyspę będącą jednocześnie kurortem turystycznym i w dalszym ciągu naszym celem jest ucieczka. Jak jednak mówi przysłowie, diabeł tkwi w szczegółach. [pull_quote_left]Okazuje się bowiem, że w Riptide fabuła brnie do przodu o wiele szybciej i przez to gra jest mniej monotonna.[/pull_quote_left] Okazuje się bowiem, że w Riptide fabuła brnie do przodu o wiele szybciej i przez to gra jest mniej monotonna. Ten swoisty dynamizm dobrze wpływa też na soczystość samej historii. Techland stanął bowiem na rzęsach by z tego na pierwszy rzut oka nieporywającego motywu wykrzesać trochę ognia. Spodziewajcie się zatem nawet kilku zwrotów akcji oraz większego zaangażowania w losy głównych bohaterów.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/Dead-Island-Riptide-2.jpg” align=”center” width=”590″ height=”350″ caption=”Nowy bohater na pierwszy rzut oka wydaje się być nieprzyjemnym typem.”]

A skoro o bohaterach mowa, tym razem do wyboru mamy piątkę postaci. Dołącza do nich dość ekscentryczny i osobliwy żołnierz, którego wirus również się nie ima. Jego specjalnością będzie broń naręczna, czyli różnego rodzaju kastety, a w późniejszej części nawet metalowe szpony. Jeżeli ktoś chciałby poczuć się niczym Wolverine wśród nieumarłych, jest to idealny wybór. W przeciwnym wypadku możemy postawić, na któryś ze sprawdzonych już charakterów (np. importując swojego herosa z części pierwszej). Wszystkie na starcie mają już piętnasty poziom doświadczenia, a uzyskane w ten sposób punkty umiejętności możemy przyznać automatycznie lub samodzielnie.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/Dead-Island-Riptide-9.jpg” align=”center” width=”590″ height=”350″ caption=”Ciągle pełno tu nieumarłych, ale to akurat atut, czyż nie?”]

Model rozgrywki pozostał niezmieniony. W dalszym ciągu będziemy wykonywać zadania główne oraz poboczne, które w głównej mierze będą opierały się na zdobywaniu pewnych materiałów i przynoszeniu ich zleceniodawcom. [pull_quote_right]W dalszym ciągu będziemy wykonywać zadania główne oraz poboczne, które w głównej mierze będą opierały się na zdobywaniu pewnych materiałów i przynoszeniu ich zleceniodawcom.[/pull_quote_right] Na szczęście liczbę questów, w których musimy przeczesać wyspę wzdłuż i wszerz ograniczono do minimum. Przyznam, że był to jeden z najbardziej frustrujących elementów poprzedniej odsłony. Nie znaczy to jednak, że zadania poboczne są soczystsze. Ciągle większość z nich wydaje się jakby bezpłciowa, a nawet trochę nudna. O wiele więcej satysfakcji przynosi popychanie do przodu głównego wątku.

[image_lightbox url=”https://recenzator.pl/wp-content/uploads/2013/04/Dead-Island-Riptide-7.jpg” align=”center” width=”590″ height=”350″ caption=”Bohaterowie poboczni stanowią istotny element rozgrywki.”]

Twórcy wprowadzili jednak kilka nowości, które zdecydowanie zasługują na plus. Pierwsza to ataki zombie na obóz, które musimy odpierać wspólnie z jego mieszkańcami. W tym celu na początku zabezpieczamy wejścia siatkami, które utrudnią trochę nieumarłym wdarcie się do środka. W związku z tym, że nasi kompani będą aktywnie uczestniczyć w tych (i nie tylko tych, bo nierzadko przyjdzie nam z nimi podróżować) walkach, a śmierć któregoś kończy zabawę, możemy rozwijać ich umiejętności poprzez wykonywanie prostych zadań pobocznych. Szkoda tylko, że samych napaści umarlaków jest tak mało i są one dość schematyczne – zwłaszcza jeśli chodzi o rozstawianie sprzętu zabezpieczającego. Smaczkiem jest tutaj to, że do obrony będziemy mogli wykorzystać kilak ciekawych broni – w tym m.in. stacjonarne działka typu minigun, za których sterami zasiądziemy.

Zobacz również
Dishonored logo
Recenzja Dishonored. Steampunk jeszcze nigdy nie wciągał tak mocno!