Rynek inwestycyjny jest niezwykle rozbudowany i złożony, co dla wielu laików staje się dość poważną barierą. Ludzie są przekonani, że te wszystkie wykresy, regulacje i opłaty są na tyle zawiłe, że ich zrozumienie zajmie długie miesiące. A przecież nawet zdobyta wiedza nie gwarantuje nam zysków z inwestycji. Nie zmienia to faktu, ze edukacja na tym polu odgrywa kluczową rolę. Szkoda tylko, że nieliczne platformy do inwestowania biorą sobie to do serca.

Załóżmy, że dysponujemy znaczącą kwotą pieniędzy. Od roku leżą one na naszym rachunku oszczędnościowym, gdzie z miesiąca na miesiąc przynoszą odsetki na poziomie 1-2 proc. Daje to śmieszne kwoty rzędu kilku złotych. Na waciki wystarczy. Alternatyw są dziesiątki, o czym z pewnością każdy słyszał. Problem polega na tym, że większość nie wie, jak zacząć, a reszta myśli sobie, że nie warto.

O zaletach oszczędzania napisano już mnóstwo artykułów. Co jednak z oszczędzaniem przez inwestowanie? Tutaj sytuacja się komplikuje, bo typowy Kowalski staje przed kilkoma drogami. Na ogół można je podzielić na dwie grupy: te nie wiążące się z żadnym ryzykiem, gdzie zyski są mniejsze i te ryzykowne, gdzie można stracić, ale też dużo więcej zyskać. O tych drugich na ogół słyszy się dużo złego. Każdemu znane są historie nieszczęśników, którzy potracili oszczędności życia. Sęk w tym, że sami byli sobie winni, wybierając drogę zwiększonego ryzyka i pomijając kluczowy element – edukację.

Prawda jest bowiem taka, że rozpraszając ryzyko i rozsądnie oraz roztropnie inwestując środki, nawet popełnione błędy na rynku inwestycyjnym będziemy w stanie przełknąć bez wielkiego bólu. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby zainwestować wszystkie swoje oszczędności w niepewnym miejscu i dołączyć do grona wspomnianych wyżej nieszczęśników.

Od czego zatem zacząć? Od książek

Istnieją dziesiątki publikacji, które w bardzo przystępny sposób opisują inwestowanie oraz dostępne dla zwykłego Kowalskiego instrumenty. Na dobry początek warto polecić „Świadomego Inwestora” autorstwa Pawła Zaremby-Śmietańskiego. Książka zawiera bowiem nie tylko porady i wskazówki, ale też jest wynikiem szeregu własnych analiz oraz badań autora. Obalono tutaj też dziesiątki mitów związanych z inwestowaniem, a także rzucono nowe światło na już dostępne możliwości. Wszystko to napisane bardzo konkretnym i łatwym językiem. A gdy już ją przetrawimy warto się zainspirować „Błądząc po Wall Street” napisaną przez Burtona Malkiela. To swoisty kubeł zimnej wody dla każdego, kto buja w obłokach, myśląc o inwestowaniu. Książka naprawdę sprowadza na ziemię i racjonalizuje wiele spraw, co z pewnością uchroni wiele osób przed inwestycyjną wpadką.

Wiedza za darmo w internecie

Oczywiście na samych książkach nie powinniśmy poprzestawać. W sieci znajdziemy bowiem mnóstwo blogów zajmujących się tematyką finansów, gdzie na czynniki pierwsze rozkłada się poszczególnie instrumenty i kierunki lokowania oszczędności życia. Nie zaszkodzi też obserwacja dużych serwisów jak Money.pl – z czasem będziemy lepiej orientować się w tym runku, co tylko wyjdzie nam (i naszym pieniądzom) na dobre.

Nie można też zapominać o platformach handlowych, które też bardzo chętnie dzielą się wiedzą. Przykładowo na XTB znajdziemy całe kursy dotyczące inwestowania, które wyjaśniają znaczenie i działanie poszczególnych narzędzi. Chcecie wiedzieć co to jest Forex? Proszę bardzo. A może bardziej interesują Was kontrakty CFD? Również wyjaśniono tam ich działanie. Wystarczy odrobina chęci i czasu.

Co dalej?

Mówi się, że kierowca, który stwierdza, że jest rewelacyjnym kierowcą i już niczego nie musi się uczyć powinien jak najszybciej oddać prawo jazdy i nigdy więcej nie siadać za kierownicę. Podobnie jest z inwestowaniem. Rynki ewoluują. Pojawia się coraz więcej możliwości. Nie tak dawno dołączyły przecież do nich kryptowaluty, których przyszłość pozostaje nawet dla najtwardszych głów tego świata niewyjaśnioną zagadką.

Kiedy zatem już wybierzemy platformę handlową i zaczniemy mniej lub bardziej po omacku poruszać się po rynku inwestycyjnym nie zapominajmy o najważniejszym – ciągłym pogłębianiu wiedzy. No chyba, że nie straszne nam obudzenie się z przysłowiową ręką w nocniku. Zakładam jednak, że straszne i nikt z czytających te słowa nie zgromadził jeszcze fortuny Jeffa Bezosa, Billa Gatesa czy Warrena Buffeta.